Oczami Claudii Abigel Salvatore
-Tato idę zanieść to pudło do auta i zajdę zobaczyć do
Catherine – stwierdziłam po czym wzięłam jeden z kartonów leżących na ganku i
ruszyłam w stronę ciężarówki.
Stał przy niej facet, który odbierał rzeczy i wkładał je do auta. Gdy tylko dotargałam się z kartonem, wziął go ode mnie. –Gracias- podziękowałam uśmiechając się do niego i ruszyłam w stronę mojej kuzynki Cath. Choć nie mieszkała daleko, gdyż zaledwie ulicę dalej, zdążyłam spotkać paru znajomych po drodze.
– To prawda że się wyprowadzasz ?- zapytała widocznie zszokowana Lily.
Co prawda wiedziała o tym już jakieś pół roku temu, ponieważ trąbiłam o mojej wyprowadzce wszystkim dookoła. –No tak- odpowiedziałam. – To nie prawdopodobne, tylko nie Ty !-stwierdziła, udając przejętą. Nie trawiłam jej, ona z resztą mnie także, jestem pewna że w głębi duszy cieszy się jak nigdy, że w końcu nie będzie musiała widywać mojej twarzy na ulicach Barcelony i oczywiście w szkole. Tam gdyby mogła terroryzowałaby mnie na każdym kroku. Sama nie pamiętam jak nasz konflikt się rozpoczął. Wiem jedynie że zawsze robiła wszystko by być lepsza ode mnie i Cath ,to jej się udawało pod paroma względami , ale nie można być wspaniałym we wszystkim. Pamiętam zdarzenie kiedy z paczką znajomych zorganizowaliśmy „batelke” na jednej z głównych ulic naszego miasta. Z jednej strony chodziło o zabawę , a z drugiej zaś o małą rywalizację.
Stał przy niej facet, który odbierał rzeczy i wkładał je do auta. Gdy tylko dotargałam się z kartonem, wziął go ode mnie. –Gracias- podziękowałam uśmiechając się do niego i ruszyłam w stronę mojej kuzynki Cath. Choć nie mieszkała daleko, gdyż zaledwie ulicę dalej, zdążyłam spotkać paru znajomych po drodze.
– To prawda że się wyprowadzasz ?- zapytała widocznie zszokowana Lily.
Co prawda wiedziała o tym już jakieś pół roku temu, ponieważ trąbiłam o mojej wyprowadzce wszystkim dookoła. –No tak- odpowiedziałam. – To nie prawdopodobne, tylko nie Ty !-stwierdziła, udając przejętą. Nie trawiłam jej, ona z resztą mnie także, jestem pewna że w głębi duszy cieszy się jak nigdy, że w końcu nie będzie musiała widywać mojej twarzy na ulicach Barcelony i oczywiście w szkole. Tam gdyby mogła terroryzowałaby mnie na każdym kroku. Sama nie pamiętam jak nasz konflikt się rozpoczął. Wiem jedynie że zawsze robiła wszystko by być lepsza ode mnie i Cath ,to jej się udawało pod paroma względami , ale nie można być wspaniałym we wszystkim. Pamiętam zdarzenie kiedy z paczką znajomych zorganizowaliśmy „batelke” na jednej z głównych ulic naszego miasta. Z jednej strony chodziło o zabawę , a z drugiej zaś o małą rywalizację.
schodzić się coraz więcej mieszkańców, a nawet turystów.
Powstał niezły szum- klaskanie i wiwatowanie.
Nie przejmowaliśmy się tym,
jednak już po pierwszych rzuconych pieniądzach w naszą stronę, zmieniliśmy
trochę taktykę i z naszej batelki , powstał pokaz. Sama historia skończyła się
tak, że zarobiliśmy ponad 100 euro. Widziałam wtedy Lily w tłumie „widzów”, wówczas nie należała do
zadowolonych obserwatorów, to był pierwszy raz gdy widziała mnie i Cath jak
tańczymy, wcześniej raczej nie wychodziliśmy z tym poza studio. Może
ewentualnie jak wracaliśmy w nocy do domu, wtedy zdarzyło nam się urozmaicić
naszą drogę różnymi ruchami i skokami, ale wtedy mała szansa że w ogóle ktoś to
widział. Od tego czasu raczej Lily i jej elitka byli na nas cięci. –Tak bywa. Musze już lecieć. Adios- pożegnałam
się szybko, gdyż zauważyłam starego znajomego w którym podkochiwałam się na
początku szkoły średniej .
Siedział przy stoliku w pobliskiej kawiarni. –Hola.
Co tam słychać Cristobal ? – zapytałam, dosiadając się bez pytania.-ooo… kogo ja widzę, Hola! Claudia czy dobrze słyszałem że Ty i Cath wyprowadzacie się i to podobno na drugi koniec oceanu?
-Jeśli tak słyszałeś to dobrze słyszałeś .
-A dokładnie to gdzie ? – zapytał
-Manhattan, Nowy Jork.
-No mam nadzieję, że odwiedzicie kiedyś rodzinne miasto.
-Żartujesz sobie, w każdej wolnej chwili będę przyjeżdżać do Barcelony, tak
samo, a nawet częściej jak odwiedzam Polskie strony. Tu w końcu jest moja
rodzina.
-A teraz gdzie się wybierasz?
-Planuje sprawdzić jak radzi sobie Cath z pakowaniem.
-Rozumiem, rozumiem to Cię nie zatrzymuje. To mam nadzieje Hasta la Vista.
-Hasta la Vista- odpowiedziałam uśmiechając się do niego, a on odwzajemnił się tym samym.
Oj znowu poczułam te natrętne motyle w brzuchu. To nieznośne uczucie dla mnie, przy którym nie wiem czy to tak zwane „motylki” ,czy po prostu przewracanie się w żołądku. Jego uśmiech kiedyś był naprawdę wyjątkowy, gdy pierwszy raz obdarzył mnie uśmiechem byłam w niebo wzięta, czułam się jakby spełniło się moje największe marzenie, dzisiaj emocje ustały, lecz nie zmienia to faktu że Chris należy do bardzo przystojnych facetów.
-A teraz gdzie się wybierasz?
-Planuje sprawdzić jak radzi sobie Cath z pakowaniem.
-Rozumiem, rozumiem to Cię nie zatrzymuje. To mam nadzieje Hasta la Vista.
-Hasta la Vista- odpowiedziałam uśmiechając się do niego, a on odwzajemnił się tym samym.
Oj znowu poczułam te natrętne motyle w brzuchu. To nieznośne uczucie dla mnie, przy którym nie wiem czy to tak zwane „motylki” ,czy po prostu przewracanie się w żołądku. Jego uśmiech kiedyś był naprawdę wyjątkowy, gdy pierwszy raz obdarzył mnie uśmiechem byłam w niebo wzięta, czułam się jakby spełniło się moje największe marzenie, dzisiaj emocje ustały, lecz nie zmienia to faktu że Chris należy do bardzo przystojnych facetów.
Doszłam w końcu do domu kuzynki. Wchodząc jak zwykle bez pukania, przewróciłam się o pudełko stojące praktycznie w wejściu.
-Oj ,no ta Twoja raptowność –stwierdziła jak zawsze ciocia Samantha, pomagając wstać mi z podłogi.
-Chyba niezdarność- podpowiedziałam.
-To też !- krzyknął wuja James z drugiego pomieszczenia.
-Po za tym co ja się poniżam, to nie moja wina, że karton stał w tym miejscu . Jest Catherina Lea Salvatore? – zapytałam.
- No niestety nie ma. Też byśmy chcieli by nam pomogła zanieść i ewentualnie dopakowywać ostatnie rzeczy do kartonów, ale dla niej ważniejszy jest jej chłopak- powiedział skarżącym tonem wuja.
-Nie dziwię się- odpowiedziałam szeptem, lecz wujek usłyszał to i wysłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Zaśmiałam się. Usiadłam na pobliskim kartonie, gdy nagle coś w nim trzasnęło. Ciocia jak i wujek burzliwie się na mnie spojrzeli.
-Upsss…, chyba coś się zbiło – stwierdziłam, robiąc wielkie oczy i spoglądając się to na wuja to na ciocie
- to ja już może lepiej pójdę!
James spuścił głowę nie dowierzając, a ciocia jedynie wzdychała.
-No teges… Hasta la Vista! – powiedziałam, biorąc owy karton i szybko ulatniając się z domu.
Włożyłam pudło do ciężarówki , po czym cofnęłam się by zapytać czy czasem Cath nie powiedziała im gdzie zamierza iść ze swoim „księciem z bajki”.
-Nie psuj już nic i nie siadaj na kartony – od frontu powitało mnie ostrzeżenie wuja.
-Ze spokojem, wyluzuj wujaszku, przyszłam jeszcze dowiedzieć się czy czasem nie wiecie gdzie poszła Sulli.
-Sulli? – zdziwiła się ciocia.
-No tak przezywamy Catherine- wytłumaczyłam.
-Coś wspominała o plaży. Chyba tam poszli z Fabio.
-A dobra. Gracias.
-No teges… Hasta la Vista! – powiedziałam, biorąc owy karton i szybko ulatniając się z domu.
Włożyłam pudło do ciężarówki , po czym cofnęłam się by zapytać czy czasem Cath nie powiedziała im gdzie zamierza iść ze swoim „księciem z bajki”.
-Nie psuj już nic i nie siadaj na kartony – od frontu powitało mnie ostrzeżenie wuja.
-Ze spokojem, wyluzuj wujaszku, przyszłam jeszcze dowiedzieć się czy czasem nie wiecie gdzie poszła Sulli.
-Sulli? – zdziwiła się ciocia.
-No tak przezywamy Catherine- wytłumaczyłam.
-Coś wspominała o plaży. Chyba tam poszli z Fabio.
-A dobra. Gracias.
Z tego względu że nie przepadam za Fabio, postanowiłam jednak iść do domu i pomóc w pakowaniu. Twierdzę że jej chłopak to zadumany w sobie pacan. Nie pasują do siebie , pod żadnym względem. On to taki totalny Casanova. Dodatkowo często jest denerwujący. Jako kuzynka Cath muszę , a dokładnie musiałam często bywać w jego towarzystwie, na szczęście to się zmieni po przeprowadzce. Chociaż z jednej strony jest mi smutno, iż będą musieli żyć z dala od siebie - zapewne się kochają i będzie to dla nich trudne. Sama nie wyobrażam sobie gdybym miała chłopaka i musiałabym go opuścić . Mniema więc, że z pewnością jest mi łatwiej niż Sulli.
-Siemson rodzinko, przyszłam wam pomóc- powiedziałam sięgając po moją książkę leżącą na kominku i rozkładając się na nieruszonej jeszcze kanapie.
-Dobra definicja pomocy-stwierdził mój brat Miguel siadając na mnie.
-aua..! Ty durniu, czy Ty nie wiesz, iż ważysz trochę więcej niż myślisz?!- zaczęłam wydzierać się na niego .
-Zupełnie nie wiem o czym Ty do mnie mówisz siorka.
-aua…! Nie kładź mi się na brzuch! Papa…! Tatoo! Weź tego idiotę ze mnie! – wydałam z siebie ledwo słyszalny krzyk.
-Miguel Carlos mógłbyś zejść z leniwej siostry? Aaaa… i dla twojej wiadomości synu był to rozkaz.
-Lecz się – powiedziałam, zrywając się szybko z kanapy , by czasem sytuacja się nie powtórzyła.
Z lekkim wahaniem ale zdecydowałam pójść do mojego pokoju. Weszłam po schodach na pierwsze piętro, skręciłam w prawo w korytarz i podeszłam do ostatnich drzwi. Drzwi od pokoju były zamknięte. Stałam tak z dobre 5 minut, nie wiedząc czy w ogóle chcę tam wejść . Uchyliłam delikatnie drewniane drzwi, od razu poczułam zapach per fumów rozchodzący się zawsze po całym moim pomieszczeniu. Popchnęłam je mocniej, na tyle by umożliwić zajrzenie do środka.
Sama pustka,
niczego, nawet obrazka na ścianie, prócz zapachy niby nic nie przypominało o
tym że był to mój pokój, jednak wspomnienia z nim związane same napływały do
umysłu. Weszłam do środka, przeszłam się po pokoju, rzeczywiście nic po za
zapachem nie przypominało go. Wyjrzałam przez okno, tata kręcił się po ogrodzie
zabierając ostatnie potrzebne narzędzia z szopki. Wstąpiłam do mojej łazienki,
wisiało tam jeszcze moje, stare lustro.
Spojrzałam we własne odbicie, Chwilę przyglądałam się swojej smutnej
minie i zeszłam z powrotem do pomieszczenia, w którym był kiedyś mój salon.-Jeszcze lustro zostało w mojej łazience- powiedziałam po czym zamyślona usiadłam na kanapie.
-Nie martw się siostra, będzie dobrze- trochę z kpiną pocieszał mnie brat
Chciałam wyjść by uniknąć żartowania ze mnie, ale gdy dochodziłam do wyjścia Miguel mnie chwycił i przyciągając do siebie mocno przytulił. Rzadko to robię ale odwdzięczyłam się.
-Boję się tej wyprowadzki- wyżaliłam się szeptem
Jedynie w odpowiedzi jeszcze bardziej mnie ścisnął. Byłam pewna, że on czuje to samo. Tak samo jak ja wyobraża sobie najgorsze scenariusze, jakie mogą nas czekać w nowym miejscu.
Przyjechaliśmy właśnie taksówką na lotnisko. Stoimy przed
wejściem czekając na drugą rodzinę Salvatore. Jest już dość późna godzina.
Czuje już powoli nadchodzące zmęczenie. Nie wiem czy jestem smutna czy też nie,
ale na pewno nie czuje się dobrze. W końcu podjechał samochód.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było ?- zapytałam wychodzącą z drugiej taksówki kuzynkę.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- odpowiedziała żartobliwie.
Zaśmiałyśmy się . Nagle z drugiej strony auta ukazuje się jej chłopak – Fabio.
Ta cholera jedna! Ten dureń ! Gdyby nie moja kuzynka , na pewno powiedziałabym mu co o nim sadzę. W takich okolicznościach niestety musze udawać, że za nim przepadam.
-Hola Claudia- przywitał się
-Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia.- odpowiedziałam z udawanym uśmiechem.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój tata.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było ?- zapytałam wychodzącą z drugiej taksówki kuzynkę.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- odpowiedziała żartobliwie.
Zaśmiałyśmy się . Nagle z drugiej strony auta ukazuje się jej chłopak – Fabio.
Ta cholera jedna! Ten dureń ! Gdyby nie moja kuzynka , na pewno powiedziałabym mu co o nim sadzę. W takich okolicznościach niestety musze udawać, że za nim przepadam.
-Hola Claudia- przywitał się
-Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia.- odpowiedziałam z udawanym uśmiechem.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój tata.
Po godzinie byliśmy już za wszystkimi kontrolami celnymi i pozostało nam tylko oczekiwanie na samolot.
-Chodzimy zobaczyć do sklepu- zaproponowała Salli.
-Chill. Chodzimy- odpowiedziałam, po czym poszliśmy do sklepiku.
Kupiłam duże pudełko mentosów , dużą paczkę małych batoników „Lion” oraz Cole do picia.
- Pamiętaj że łazienka w samolocie jest na czarną godzinę, a nie na przesiedzenie w niej całego lotu- powiedziała Cath, gdy właśnie płaciłam przy kasie za moje zakupy. Jedynie wysłałam jej porozumiewawcze spojrzenie.
„Prosimy o udanie do wejścia numer 2, ukazanie paszportu i biletu na samolot” – Usłyszeliśmy nagle z radiowęzłów.
-Jesteście wszyscy ?-zapytał lekko zakłopotany tata
-Papa dużo Ty tych dzieci nie masz, jestem tylko ja i Miguel- opowiedziałam
-Dodatkowo nie zapomnij że ja niedługo się już żenię- stwierdził Miguel
-Tyy!? Hahaha … z kim? Dobry żart!- powiedziałam ze ,śmiechem do brat. Wszyscy zaczęli się śmiać.
„Dobry wieczór. Proszę o paszport”- poprosiła stuardessa. Pokazaliśmy wymagane dokumenty.
„Dziękujemy, miłego lotu”. Przeszliśmy przez długi korytarz lub inaczej kołnierz prowadzący do samolotu. „Dobry wieczór, proszę zająć miejsca i życzę udanego lotu” – powiedziała następna stuardessa, stojąca u wejścia do maszyny.
Cóż pierwszą klasą nie lecieliśmy ale warunki jakie były w samolocie na pewno były nienaganne. Usiadłam koło okna, koło mnie Cath, a koło niej mój brat.
Po niecałych 15 minutach już byliśmy w górze. Mój brat już spał, nie wiem kiedy zdążył zasnąć ale spał. Cath zamyślona w swoim świecie siedziała patrząc się na wyświetlaną na ekranie mapkę drogi jaką przemierzymy. Ja postanowiłam posłuchać radia. Włożyłam słuchawki do uszu. Leciało coś mi znanego, lecz nie mogłam sobie do końca przypomnieć jaka to piosenka. No taak! Jason Mraz – „I’m your”. Niestety piosenka właśnie się kończyła, następnie leciał Bruno Mars –„ Just the way you are”. Cholera jakieś same smutne nuty puszczają, powiedziałam szeptem samo do siebie. Zapatrzyłam się w okno, choć i tak ledwo przez nie widziałam.
-Papa dużo Ty tych dzieci nie masz, jestem tylko ja i Miguel- opowiedziałam
-Dodatkowo nie zapomnij że ja niedługo się już żenię- stwierdził Miguel
-Tyy!? Hahaha … z kim? Dobry żart!- powiedziałam ze ,śmiechem do brat. Wszyscy zaczęli się śmiać.
„Dobry wieczór. Proszę o paszport”- poprosiła stuardessa. Pokazaliśmy wymagane dokumenty.
„Dziękujemy, miłego lotu”. Przeszliśmy przez długi korytarz lub inaczej kołnierz prowadzący do samolotu. „Dobry wieczór, proszę zająć miejsca i życzę udanego lotu” – powiedziała następna stuardessa, stojąca u wejścia do maszyny.
Cóż pierwszą klasą nie lecieliśmy ale warunki jakie były w samolocie na pewno były nienaganne. Usiadłam koło okna, koło mnie Cath, a koło niej mój brat.
Po niecałych 15 minutach już byliśmy w górze. Mój brat już spał, nie wiem kiedy zdążył zasnąć ale spał. Cath zamyślona w swoim świecie siedziała patrząc się na wyświetlaną na ekranie mapkę drogi jaką przemierzymy. Ja postanowiłam posłuchać radia. Włożyłam słuchawki do uszu. Leciało coś mi znanego, lecz nie mogłam sobie do końca przypomnieć jaka to piosenka. No taak! Jason Mraz – „I’m your”. Niestety piosenka właśnie się kończyła, następnie leciał Bruno Mars –„ Just the way you are”. Cholera jakieś same smutne nuty puszczają, powiedziałam szeptem samo do siebie. Zapatrzyłam się w okno, choć i tak ledwo przez nie widziałam.
--Clauditta-- :)




