Translate

środa, 28 listopada 2012

Rozdział 2 - Ostatni dzień



Oczami Claudii Abigel Salvatore
-Tato idę zanieść to pudło do auta i zajdę zobaczyć do Catherine – stwierdziłam po czym wzięłam jeden z kartonów leżących na ganku i ruszyłam w stronę ciężarówki.
Stał przy niej facet, który odbierał rzeczy i wkładał je do auta. Gdy tylko dotargałam się z kartonem, wziął go ode mnie. –Gracias- podziękowałam uśmiechając się do niego i ruszyłam w stronę mojej kuzynki Cath. Choć nie mieszkała daleko, gdyż zaledwie ulicę dalej, zdążyłam spotkać paru znajomych po drodze.
– To prawda że się wyprowadzasz ?- zapytała widocznie zszokowana Lily.
Co prawda wiedziała o tym już jakieś pół roku temu, ponieważ trąbiłam o mojej wyprowadzce wszystkim dookoła. –No tak- odpowiedziałam. – To nie prawdopodobne, tylko nie Ty !-stwierdziła, udając przejętą. Nie trawiłam jej, ona z resztą mnie także, jestem pewna że w głębi duszy cieszy się jak nigdy, że w końcu nie będzie musiała widywać mojej twarzy na ulicach Barcelony i oczywiście w szkole. Tam gdyby mogła terroryzowałaby mnie na każdym kroku. Sama nie pamiętam jak nasz konflikt się rozpoczął. Wiem jedynie że zawsze robiła wszystko by być lepsza ode mnie i Cath ,to jej się udawało pod paroma względami , ale nie można być wspaniałym we wszystkim. Pamiętam zdarzenie kiedy z paczką znajomych zorganizowaliśmy „batelke” na jednej z głównych ulic naszego miasta. Z jednej strony chodziło o zabawę , a z drugiej zaś o małą rywalizację. 
W trakcie jak tak tańczyliśmy to ,prócz naszych znajomych zaczęło
schodzić się coraz więcej mieszkańców, a nawet turystów.
Powstał niezły szum- klaskanie i wiwatowanie.
Nie przejmowaliśmy się tym, jednak już po pierwszych rzuconych pieniądzach w naszą stronę, zmieniliśmy trochę taktykę i z naszej batelki , powstał pokaz. Sama historia skończyła się tak, że zarobiliśmy ponad 100 euro. Widziałam wtedy Lily w tłumie „widzów”, wówczas nie należała do zadowolonych obserwatorów, to był pierwszy raz gdy widziała mnie i Cath jak tańczymy, wcześniej raczej nie wychodziliśmy z tym poza studio. Może ewentualnie jak wracaliśmy w nocy do domu, wtedy zdarzyło nam się urozmaicić naszą drogę różnymi ruchami i skokami, ale wtedy mała szansa że w ogóle ktoś to widział. Od tego czasu raczej Lily i jej elitka byli na nas cięci.  –Tak bywa. Musze już lecieć. Adios- pożegnałam się szybko, gdyż zauważyłam starego znajomego w którym podkochiwałam się na początku szkoły średniej .
Siedział przy stoliku w pobliskiej kawiarni. –Hola. Co tam słychać Cristobal ? – zapytałam, dosiadając się bez pytania.
-ooo… kogo ja widzę, Hola! Claudia czy dobrze słyszałem że Ty i Cath wyprowadzacie się i to podobno na drugi koniec oceanu?
-Jeśli tak słyszałeś to dobrze słyszałeś .
-A dokładnie to gdzie ? – zapytał
-Manhattan, Nowy Jork.
-No mam nadzieję, że odwiedzicie kiedyś rodzinne miasto.
-Żartujesz sobie, w każdej wolnej chwili będę przyjeżdżać do Barcelony, tak samo, a nawet częściej jak odwiedzam Polskie strony. Tu w końcu jest moja rodzina.
-A teraz gdzie się wybierasz?
-Planuje sprawdzić jak radzi sobie Cath z pakowaniem.
-Rozumiem, rozumiem to Cię nie zatrzymuje. To mam nadzieje Hasta la Vista.
-Hasta la Vista- odpowiedziałam uśmiechając się do niego, a on odwzajemnił się tym samym.
Oj znowu poczułam te natrętne motyle w brzuchu. To nieznośne uczucie dla mnie, przy którym nie wiem czy to tak zwane „motylki” ,czy po prostu przewracanie się w żołądku.  Jego uśmiech kiedyś był naprawdę wyjątkowy, gdy pierwszy raz obdarzył mnie uśmiechem byłam w niebo wzięta, czułam się jakby spełniło się moje największe marzenie, dzisiaj emocje ustały, lecz nie zmienia to faktu że Chris należy do bardzo przystojnych facetów.

Doszłam w końcu do domu kuzynki. Wchodząc jak zwykle bez pukania, przewróciłam się o pudełko stojące praktycznie w wejściu. 

-Oj ,no ta Twoja raptowność –stwierdziła jak zawsze ciocia Samantha, pomagając wstać mi z podłogi.
-Chyba niezdarność- podpowiedziałam.
-To też !- krzyknął wuja James z drugiego pomieszczenia.
-Po za tym co ja się poniżam, to nie moja wina, że karton stał w tym miejscu . Jest Catherina Lea Salvatore? – zapytałam.
- No niestety nie ma. Też byśmy chcieli by nam pomogła zanieść i ewentualnie dopakowywać ostatnie rzeczy do kartonów, ale dla niej ważniejszy jest jej chłopak- powiedział skarżącym tonem wuja.
-Nie dziwię się- odpowiedziałam szeptem, lecz wujek usłyszał to i wysłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Zaśmiałam się. Usiadłam na pobliskim kartonie, gdy  nagle coś w nim trzasnęło. Ciocia jak i wujek burzliwie się na mnie spojrzeli.
-Upsss…, chyba coś się zbiło – stwierdziłam, robiąc wielkie oczy i spoglądając się to na wuja to na ciocie
- to ja już może lepiej pójdę!


James spuścił głowę nie dowierzając, a ciocia jedynie wzdychała.
-No teges… Hasta la Vista! – powiedziałam, biorąc owy karton i szybko ulatniając się z domu.
Włożyłam pudło do ciężarówki , po czym cofnęłam się by zapytać czy czasem Cath nie powiedziała im gdzie zamierza iść ze swoim „księciem z bajki”.
-Nie psuj już nic i nie siadaj na kartony – od frontu powitało mnie ostrzeżenie wuja.
-Ze spokojem, wyluzuj wujaszku, przyszłam jeszcze dowiedzieć się czy czasem nie wiecie gdzie poszła Sulli.
-Sulli? – zdziwiła się ciocia.
-No tak przezywamy Catherine- wytłumaczyłam.
-Coś wspominała o plaży. Chyba tam poszli z Fabio.
-A dobra. Gracias.

Z tego względu że nie przepadam za Fabio, postanowiłam jednak iść do domu i pomóc w pakowaniu. Twierdzę że jej chłopak to zadumany w sobie pacan. Nie pasują do siebie , pod żadnym względem. On to taki totalny Casanova. Dodatkowo często jest denerwujący. Jako kuzynka Cath muszę , a dokładnie musiałam często bywać w jego towarzystwie, na szczęście to się zmieni po przeprowadzce. Chociaż z jednej strony jest mi smutno, iż będą musieli żyć z dala od siebie - zapewne  się kochają i będzie to dla nich trudne. Sama nie wyobrażam sobie gdybym miała chłopaka i musiałabym go opuścić . Mniema więc, że z pewnością jest mi łatwiej niż Sulli.

-Siemson rodzinko, przyszłam wam pomóc- powiedziałam sięgając po moją książkę leżącą na kominku i rozkładając się na nieruszonej jeszcze kanapie.
-Dobra definicja pomocy-stwierdził mój brat Miguel siadając na mnie.
-aua..! Ty durniu, czy Ty nie wiesz, iż ważysz trochę więcej niż myślisz?!- zaczęłam wydzierać się na niego .
-Zupełnie nie wiem o czym Ty do mnie mówisz siorka.
-aua…! Nie kładź mi się na brzuch! Papa…! Tatoo! Weź tego idiotę ze mnie! – wydałam z siebie ledwo słyszalny krzyk.
-Miguel Carlos mógłbyś zejść z leniwej siostry? Aaaa… i dla twojej wiadomości synu był to rozkaz.
-Lecz się – powiedziałam, zrywając się szybko z kanapy , by czasem sytuacja się nie powtórzyła.


Z lekkim wahaniem ale zdecydowałam pójść do mojego pokoju. Weszłam po schodach na pierwsze piętro, skręciłam w prawo w korytarz i podeszłam do ostatnich drzwi. Drzwi od pokoju były zamknięte. Stałam tak z dobre 5 minut, nie wiedząc czy w ogóle chcę tam wejść . Uchyliłam delikatnie drewniane drzwi, od razu poczułam zapach per fumów rozchodzący się zawsze po całym moim pomieszczeniu. Popchnęłam je mocniej, na tyle by umożliwić zajrzenie do środka.
Sama pustka, niczego, nawet obrazka na ścianie, prócz zapachy niby nic nie przypominało o tym że był to mój pokój, jednak wspomnienia z nim związane same napływały do umysłu. Weszłam do środka, przeszłam się po pokoju, rzeczywiście nic po za zapachem nie przypominało go. Wyjrzałam przez okno, tata kręcił się po ogrodzie zabierając ostatnie potrzebne narzędzia z szopki. Wstąpiłam do mojej łazienki, wisiało tam jeszcze moje, stare lustro.  Spojrzałam we własne odbicie, Chwilę przyglądałam się swojej smutnej minie i zeszłam z powrotem do pomieszczenia, w którym był kiedyś mój salon.
-Jeszcze lustro zostało w mojej łazience- powiedziałam po czym zamyślona usiadłam na kanapie.
-Nie martw się siostra, będzie dobrze- trochę z kpiną pocieszał mnie brat
Chciałam wyjść by uniknąć żartowania ze mnie, ale gdy dochodziłam do wyjścia Miguel mnie chwycił i przyciągając do siebie mocno przytulił. Rzadko to robię ale odwdzięczyłam się.
-Boję się tej wyprowadzki- wyżaliłam się szeptem
Jedynie w odpowiedzi jeszcze bardziej mnie ścisnął. Byłam pewna, że on czuje to samo. Tak samo jak ja wyobraża sobie najgorsze scenariusze, jakie mogą nas czekać w nowym miejscu.


Przyjechaliśmy właśnie taksówką na lotnisko. Stoimy przed wejściem czekając na drugą rodzinę Salvatore. Jest już dość późna godzina. Czuje już powoli nadchodzące zmęczenie. Nie wiem czy jestem smutna czy też nie, ale na pewno nie czuje się dobrze. W końcu podjechał samochód.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było ?- zapytałam wychodzącą z drugiej taksówki kuzynkę.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- odpowiedziała żartobliwie.
Zaśmiałyśmy się . Nagle z drugiej strony auta ukazuje się jej chłopak – Fabio.
Ta cholera jedna! Ten dureń ! Gdyby nie moja kuzynka , na pewno powiedziałabym mu co o nim sadzę. W takich okolicznościach niestety musze udawać, że za nim przepadam.
-Hola Claudia- przywitał się
-Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia.- odpowiedziałam z udawanym uśmiechem.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój tata.

Po godzinie byliśmy już za wszystkimi kontrolami celnymi i pozostało nam tylko oczekiwanie na samolot.
-Chodzimy zobaczyć do sklepu- zaproponowała Salli.
-Chill. Chodzimy- odpowiedziałam, po czym poszliśmy do sklepiku.
Kupiłam duże pudełko mentosów , dużą paczkę małych batoników „Lion” oraz Cole do picia.
- Pamiętaj że łazienka w samolocie jest na czarną godzinę, a nie na przesiedzenie w niej całego lotu- powiedziała Cath, gdy właśnie płaciłam przy kasie za moje zakupy. Jedynie wysłałam jej porozumiewawcze spojrzenie.
„Prosimy o udanie do wejścia numer 2, ukazanie paszportu i biletu na samolot” – Usłyszeliśmy nagle z radiowęzłów.
-Jesteście wszyscy ?-zapytał lekko zakłopotany tata
-Papa dużo Ty tych dzieci nie masz, jestem tylko ja i Miguel- opowiedziałam
-Dodatkowo nie zapomnij że ja niedługo się już żenię- stwierdził Miguel
-Tyy!? Hahaha … z kim? Dobry żart!- powiedziałam ze ,śmiechem do brat. Wszyscy zaczęli się śmiać. 

„Dobry wieczór. Proszę o paszport”- poprosiła stuardessa. Pokazaliśmy wymagane dokumenty.
„Dziękujemy, miłego lotu”. Przeszliśmy przez długi korytarz lub inaczej kołnierz prowadzący do samolotu. „Dobry wieczór, proszę zająć  miejsca i życzę udanego lotu” – powiedziała następna stuardessa, stojąca u wejścia do maszyny.
 Cóż pierwszą klasą nie lecieliśmy ale warunki jakie były w samolocie na pewno były nienaganne. Usiadłam koło okna, koło mnie Cath, a koło niej mój brat.
Po niecałych 15 minutach już byliśmy w górze. Mój brat już spał, nie wiem kiedy zdążył zasnąć ale spał. Cath zamyślona w swoim świecie siedziała patrząc się na wyświetlaną na ekranie mapkę drogi jaką przemierzymy. Ja postanowiłam posłuchać radia. Włożyłam słuchawki do uszu. Leciało coś mi znanego, lecz nie mogłam sobie do końca przypomnieć jaka to piosenka. No taak! Jason Mraz – „I’m your”. Niestety piosenka właśnie się kończyła, następnie leciał Bruno Mars –„ Just the way you are”. Cholera jakieś same smutne nuty puszczają, powiedziałam szeptem samo do siebie. Zapatrzyłam się w okno, choć i tak ledwo przez nie widziałam.
Zaczęła powoli robić mi się gula w gardle. Nie chcę płakać, nie chcę płakać, powtarzałam sobie w myślach. To wszystko przez te cholerne piosenki, stwierdziłam. Spojrzałam na Salli, spała tak samo jak i mój brat. Tylko na pewno uroczej wyglądała, niż Miguel. Piosenka się skończyła, a ja w myślach prosiłam by puścili coś w miarę wesołego. Długo nic nie leciało, po czym puścili One Direction- „Rock me” . No nie znowu jakaś smętna, pomyślałam po rozpoczęciu, choć po chwili zaczynała robić się nawet fajna. Nie jestem jakąś wielką fanka tego zespołu, no szczerze to nawet w ogóle fanką nie jestem. Spodobała mi się ta piosenka, zaczęłam się nawet mimowolnie uśmiechać. Ta chmura ciążąca nade mną automatycznie po tych 3 minutach piosenki zniknęła. Zapisałam sobie w telefonie, by nie zapomnieć, żeby przesłuchać reszty ich piosenek. Postanowiłam choćby na chwilę się zdrzemnąć. Zasnęłam z uśmiechem na buzi.

--Clauditta-- :)

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 1 - Ostatni dzień




Oczami Catherine Lea Salvatore
-Będę tęsknić za Tobą Catherine!- powiedział Fabio.
Czułam że jest lekko zasmucony i tak samo jak ja źle się z tym czuje.
-Też będę za Tobą tęsknić, ale głowa do góry i nie smuć się tak, przecież będziemy się odwiedzać, a z resztą to Ty powinieneś mnie pocieszać, nie ja Ciebie- powiedziałam, próbując rozbawić Fabio.
-Będzie dobrze. Kocham Cię – oznajmił jednocześnie przyciągając mnie do siebie. Chodziliśmy godzinami po plaży trzymając się za ręce, wspominając początki naszej znajomości.

 Trochę się naśmialiśmy, ponieważ miewaliśmy różne wpadki. Na przykład gdy szłam na pierwszą randkę z Fabio ze zdenerwowania zapomniałam umówionego wcześniej miejsca spotkania. Najprościej mówiąc szukaliśmy się nawzajem godzinami lub raz Fabio chciał zobaczyć jak wyglądają zajęcia taneczne , wiec zaprosiłam go do mojego i Claudii studia. W drodze, wstąpiliśmy do sklepu po napoje. Oczywiście byłam zdenerwowana i zostawiłam swoja torbę z ciuchami sportowymi w sklepie, dopiero Fabio się zorientował ze czegoś brakuje, gdy dochodziliśmy już do studio.
Po chwili poczułam wibracje w swoich dżinsowych spodenkach. To mój papa, pytał czy czasem o czymś nie zapomniałam, zdezorientowana pytałam o co chodzi, papa załamanym głosem przypomniał, ze się wyprowadzamy i ze mam dokończyć pakowanie. Odpowiedziałam ze zaraz będę się zbierać do domu. Kątem oka zauważyłam jak Fabio posmutniał. Wiedziałam ze nie chce żebym to widziała. Zachciało mi się płakać, niestety nie umiałam się powstrzymać dłużej i się rozpłakałam. Fabio mnie przytulił. On równie uronił łzy. W drodze do domu szliśmy objęci , nie mówiliśmy zbyt wiele. Widać było ze każdemu z nas było trudno. Stojąc, zaś na ganku żegnaliśmy się chyba z pięć czy sześć razy. W końcu papa zaproponował, by Fabio pomógł mi się pakować, a później zjadł z nami kolacje. Byłam zdziwiona, ponieważ papa wiedział, ze zanim cokolwiek spakujemy będziemy przez około godzinę siedzieć przytuleni. Po zjedzeniu kolacji , jechaliśmy na lotnisko, rodzice zgodzili się by mój chłopak jechał z nami. Byliśmy już trochę spóźnieni.


Gdy w końcu dojechaliśmy. Druga rodzina Salvatore czekała juz na nas. Ledwo wysiadłam z taksówki.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było? –zapytała Claudia.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- zażartowałam w odpowiedzi.
Zaśmiałyśmy się. Niespodziewanie mina Abi nabrała burzliwego wyrazu. Byłam pewna że zauważyła wychodzącego ze samochodu Fabio. Nie przepadała za nim. Jego towarzystwo denerwowało ją, ale zawsze udawała jak potrafiła by nie było tego po niej poznać.
-Hola Claudia- powitał kuzynkę ,mój chłopak.
-
Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia- odpowiedziała mu , niby żartem. O nie… świadczyło to że za dobra atmosfera panować długo nie będzie.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój wujek Carlos.

Przyszedł czas bym musiała na dobre pożegnać się z Fabio. Znowu się popłakałam, miotały mną uczucia. Rozryczałam się jak małe dziecko.
-Kocham Ciebie! Będę tęsknić!- powiedziałam tuląc się do niego z całych sił.

-Ja za Tobą też moja Ty Cath. A kocham Cię bardziej niż Ty mnie. Niedługo na pewno się zobaczymy. –pocieszał mnie, lecz wcale się tak nie czułam.
Puściłam go i zaczęłam się oddalać, cały czas patrząc w jego stronę. Cały czas stał w tym samym miejscu. Mama chwyciła mnie pod rękę i prowadziła do pierwszej bramki kontrolnej. Ostatecznie pomachałam mu ostatni raz i już zgubiłam go w tłumie.
Po przejściu wszystkich kontrol celnych ,zostało czekanie na pozwolenie wejścia na pokład.
-Chodźmy zobaczyć do sklepu- zaproponowałam Abi
-Chill. Chodźmy- odpowiedziała
Po wejściu do sklepu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie mam ochoty nic jeść. Chodziłam tylko za Claudią, która jak zawsze nie potrafiła zdecydować się na kupno jednej rzeczy, więc kupiła trzy. Mentosy, batoniki i Cole  do picia.
-Pamiętaj że łazienka w samolocie jest na czarną godzinę, a nie na przesiedzenie w niej całego lotu- stwierdziłam, wyobrażając sobie co dzieje się w jej żołądku po zjedzeniu tego wszystkiego. Wysłała mi porozumiewawcze spojrzenie.
„Prosimy o udanie się do wejścia numer 2, ukazanie paszportu i biletu na samolot” – Usłyszeliśmy nagle z radiowęzłów.

Okazaliśmy wymagane dokumenty. I poszliśmy korytarzem prowadzącym do samolotu. Na progu powitała nas stuardessa , prosząc o zajęcie miejsc i życząc udanego lotu. Szłam za Abi, która po znalezieniu naszych miejsc usiadła koło okna, ja zaraz koło niej. Samolot miał naprawdę dobre warunki, najlepsze biorąc pod uwagę wszystkie samoloty jakimi latałam już w życiu. Przy każdych siedzeniach był telewizorek. Pokazywał mapę drogi jaką lecimy, lecz w każdej chwili można był przełączyć go choćby na odtwarzacz muzyki. Oprócz tego każde miejsce miało dodatkowe radio.
Z drugiej strony mojej osoby usiadł brat Claudii, czyli mój kuzyn Miguel, który praktycznie od razu po starcie zasnął. Claudia rozglądała się, badając wszystko dookoła. W końcu skupiła się na radiu. Ja najpierw wpatrzona w mapkę w telewizorze, myślałam o Fabio, parę łez jeszcze mi poleciało. Następnie zasnęłam wymęczona dzisiejszym dniem.

Cath :D

Prolog :D

Nie byłyśmy zadowolone z przeprowadzki z rodzinnej Barcelony, póki nie dowiedziałyśmy się że obydwie się wyprowadzamy. Jakieś pół roku temu rodzice nam oznajmili, że będziemy musieli zmienić miejsce zamieszkania, ponieważ oni sami zmieniają stanowisko pracy. Wyprowadzki do łatwych nie należą, a tym bardziej jeżeli nowym miejscem zamieszkania ma być inne państwo- dokładnie Stany Zjednoczone, kraj, który ma na świecie wielkie znaczenie ekonomiczne i strategiczne. Od urodzenia mieszkaliśmy w Hiszpanii, choć nasze korzenie w połowie pochodziły z Polski, jednak i tak uważamy że Barcelona jest naszym domem.

Clauditta i Cath :).

sobota, 24 listopada 2012

Bohaterowie opowiadania

Catherine Lea Salvatore

Ksywki: Salli, Cath, Lea, Cuerda
Waga: 55kg
Wzrost: 167cm
Kolor oczu: szaro-zielone
Kolor włosów: farbowane blond (naturalne jasny brąz)
Data urodzenia: 15 stycznia 1994
Miejsce urodzenia: Barcelona, Hiszpania 
Miejsce zamieszkania: Manhattan, USA
Znaki charakterystyczne: ciągłe poprawianie grzywki, obgryzanie warg, ulubione i często powtarzane zdanie "kokodżambo i do przodu"
Matka: Samatha Salvatore
Ojciec: James Salvatore
Hobby: rysowanie, taniec, denerwowanie bliskich osób, wizaż
Zwierzęta: pies - Johny Plasticmen II i rybka - Fifi.

Claudia Abigel Salvatore

Ksywki: Abi, Abiżel, Clauditta
Waga: 53kg
Wzrost: 160 cm
Kolor oczu: brązowe
Kolor włosów: brązowe
Data urodzenia: 19 lipiec 1994
Miejsce urodzenia: Barcelona, Hiszpania
Miejsce zamieszkania: Manhattan, USA
Znaki charakterystyczne: obgryzanie paznokci, ciągłe śmianie się, zbyt szybkie mówienie
Matka: Agnieszka Salvatore, zmarła gdy Claudia miała 5 lat
Ojciec: Carlos Salvatore
Brat: Miguel Carlos Salvatore 
Hobby: taniec, muzyka, pisanie książek, aktorstwo
Zwierzęta: pies - Shadow i Susanna

Miguel Carlos Salvatore 

Ksywy: Charli
Data urodzenia: 5 grudnia 1992
Praca: asystent menadżerki Samanthy (ciotka)
Znaki charakterystyczne: pieprzyk koło górnej wargi, kolczyki w uszach, kręcone, długie włosy
Hobby: gry komputerowe, muzyka




James Salvatore 

 Pochodzenia Hiszpan. W młodych latach wyjechał wraz z bratem Carlosem do Polski na studia. Tam poznał przyszłą żonę i wspólnie przyjechali do Hiszpanii, gdzie się pobrali i przyszła na świat Catherina. Pracuje jako archeolog w różnych zakątkach świata, co idzie w parze z rzadkim przebywaniem w domu.

Samantha Salvatore

Pochodzenia Polka. Żona Jamesa oraz matka Catheriny. Pracuje jako menadżerka gwiazd.

Carlos Salvatore

Pochodzenia Hiszpan. Brat Jamesa Salvatore. W młodych latach przeżył podobną historię co jego brat, lecz do Hiszpanii przyjechał już z żoną i pierwszym dzieckiem - Miguelem Carlosem. Następnie przyszła na świat Claudia. Niestety po pięciu latach jego żona Agnieszka zmarła w skutek złośliwej choroby. Zajmuje się fotografowaniem hoteli do folderów biur podróży.

Resztę postaci poznacie podczas rozwijania się akcji opowiadania :)
--Clauditta i Cath-- :)