Translate

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4 - Nowe Miasto


Oczami Catherine Lea Salvatore

Lot był zwyczajny, no może poza tym że Claudia rzucała się jak szatan, podczas spania. Można powiedzieć, że tym razem była ona największą rozrywką. Z pewnością Miguel się ze mną zgodzi. W drodze do nowego domu Claudia znowu spała w trakcie, gdy ja z jej bratem rozmawialiśmy o tym jak tęsknimy za swoimi drugimi połówkami, zapewne Claudia, gdyby nie spała, to znowu, by marudziła. Gdy dojechaliśmy na miejsce naszego nowego domu, druga rodzina Salvatore pojechała do siebie, dzieliły nas tylko dwie ulice. Nasz nowy dom był bardzo ładny. Co prawda mama mi o nim dużo nie opowiadała, ale wyglądał mniej więcej tak jak go sobie wyobrażałam. Po wejściu do środka, stwierdziłam że jest równie ładny wewnątrz co z zewnątrz. Po rozejrzeniu się mama zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Oczywiście z uśmiechem na twarzy, ruszyłam prosto za nią na górę. Był bardzo przestronny.  
Tego samego dnia panowie od przeprowadzek wnieśli mi meble do pokoju. Byłam w niebo wzięta, gdy okazało się, że meble które trafiły do mojego nowego pokoju były tymi wymarzonymi. Przed dłuższy okres wykłócałam się z tatą, że choć są bardzo drogie to jednak funkcjonalne i jakościowo dobre, jednak on za żadne skarby nie chciał się na nie zgodzić. Po ustawieniu wszystkiego na miejsce tak jak sobie zażyczyłam, ekipa od przeprowadzek poszła zmagać się z innymi pokojami, a ja z radością przyglądałam się mojemu nowemu kącikowi. Pamiętam, że będąc jeszcze w Hiszpanii, gdy weszłam do sklepu meblowego ,to z miejsca spodobał mi się ten zestaw szafek z łóżkiem. Zobaczyłam go i od razu przed oczyma miałam wizualizację przyszłego pokoju. Chociaż nie wyobrażałam sobie co prawda tak fantastycznej podłogi, która jest w mojej sypialni. Stoisz i odbijasz się w niej niemal jak w lustrze. Cudowne! 
Zeszłam na dół do salonu, w którym stały wniesione już kartony z rzeczami. Samodzielnie odszukałam jeden z napisem „Cenne rzeczy Cath” i  wniosłam go do mojego pokoju. Dzisiejszym dniem byłam już tak zmęczona, że nie chciało mi się rozpakowywać reszty, więc wzięłam najważniejsze pudło, w którym były wyłącznie moje rzeczy osobiste, czyli między innymi: pidżama, laptop, ładowarki, ulubiona poduszka, pamiętnik, kosmetyczka. Po chwili tata wniósł mi szklaną kule z moją rybką Fifi, a wraz za nimi przypałętał się jeszcze John Plastik Man II, czyli mój pies rasy Owczarek Niemiecki. W okamgnieniu, wraz z laptopem wślizgnęłam  się na łóżko i zadzwoniłam na SKYPE do Fabio. Oj jak ja się za nim stęskniłam- rozmarzyłam się na chwilkę. Rozmawialiśmy przez około dwie godziny, zeszło by nam dłużej, ale mama mnie wołała, abym zeszła. Wypytywała się o to co sądzę o nowym miejscu, jak się tu czuję i czy tęsknię za Fabio, wiedziała bardzo dobrze jak trudno było nam się rozstać. Odpowiedziałam, że ładnie tu jest, oraz ,że bardzo, ale to bardzo tęsknię za nim, chwilę później poszłam na górę, wziąć długą i bardzo relaksującą kąpiel, po czym położyłam się do łóżka, rozmyślając o nowym miejscu. Czułam się tu obco, nikogo nie znałam, prawie wszyscy moi bliscy byli tyle kilometrów ode mnie. Poczułam się nie swojo, na szczęście po krótkiej chwili przyszedł John Plastik i razem zasnęliśmy.
Następny dzień zaczęłam od wniesienia i rozpakowania reszty swoich rzeczy. Jednak po krótkiej chwili zorientowałam się, że wszystek rzeczy w brew pozorom się nie zmieszczą do jakże funkcjonalnych szafek i mini garderoby. Po kilku minutowym zastanowieniu doszłam do wniosku, że kilka rzeczy mogę oddać innym. Tak właśnie robiłam w Hiszpanii. Mama przyszła mi pomóc, spakować rzeczy, w których już nie będę chodziła, po czym znalazłyśmy w Internecie miejsce gdzie takie rzeczy przyjmują. Mama mnie zawsze uczyła, że to co mi się już nie przyda, zawsze może pomóc innym. Okazało się, że ośrodek nie był, aż tak daleko i szybko tam trafiłyśmy. Na parkingu, podszedł do nas chłopak, który jak później się okazało nazywał się Nathan, był miły i pomógł nam wnieść kartony. Nathan jest synem właścicielki ośrodka. Sam w sobie pomysł takiego miejsca bardzo mi się spodobał i byłam pod wrażeniem. Po powrocie do domu poszłam zadzwonić do Fabio, a tym czasem mama robiła obiad. Miała być tortilla, nieco mnie zdziwiła pomysłem zrobienia obiadu, ponieważ nigdy tego sama nie robiła, bo praktycznie nigdy jej w domu nie było, jak widać wszystko może się zmienić . Fabio nie odbierał, pewnie był zajęty, lecz po chwili dostałam wiadomość od niego „Przepraszam, teraz nie mogę rozmawiać zadzwonię później. Kocham.” A więc poszłam się błąkać do kuchni i pomagałam mamie, jednak nie było dużo do pomocy, ponieważ mama już kończyła. Zjadłyśmy, a potem poszłam na spacer z Johnem Plastikiem, chwile później zaczęło padać, przypomniałam sobie że u mamy w samochodzie powinna być moja kurtka, poszliśmy po nią, lecz tam  jej nie było, pomyślałam że na pewno położyłam ją gdzieś w domu, ale jak się okazał jej tam też nie było. Nie miałam pojęcia gdzie ją miałam ostatnio… Po chwili namysłu przypomniało mi się że ostatnio miałam ją w tym ośrodku i że na pewno ją tam zostawiłam, pomyślałam sobie że w jakiś dzień ją odbiorę, gdy nagle do drzwi ktoś zadzwonił,  poszłam otworzyć, moje zdziwienie nie znało granic, gdy przed moimi drzwiami stał Nathan ,chłopak z ośrodka. Chłopak był cały przemoknięty, a w ręce miał moją kurtkę. Nasuwało mi się pytanie skąd wiedział gdzie mieszkamy, śledził nas czy co… Mama przyszła zobaczyć co się stało, oczywiście zaprosiła go do środka, niestety ja na taki mądry pomysł nie wpadłam. Od razu po przekroczeniu progu domu podał mi kurtkę mówiąc, że jej zapomniałam . Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, bo nie codziennie miewam takie sytuacje, wydukałam z siebie tylko marne „dziękuję”  i się zawstydziłam. Poszliśmy do kuchni mama zrobiła nam po gorącej czekoladzie, a ja tym czasem skorzystałam z okazji i zapytałam 
zawstydzona:
        - Skąd wiedziałeś gdzie mieszkamy?
        -Twoja mama zapraszając dzisiaj moją mamę na kawę, podała jej wasz adres, a ona podała go mi. Mam nadzieje że się nie gniewasz.. –  odpowiedział.
        -Nie no skądże, nie gniewam się, jestem wdzięczna ,że się fatygowałeś w taką pogodę żeby mi ją oddać – powiedziałam.
Mama podała nam jeszcze ciastka, po czym gdzieś powędrowała. Ja tym czasem rozmawiałam z Nathanem. Okazał się bardzo miłym chłopakiem, dowiedziałam się, że jego pasją są sztuki walki . Nim się zorientowaliśmy minęło popołudnie, wymieniliśmy się numerami, zaproponował oprowadzenie mnie po mieście. Po jego wyjściu poszłam do góry, bo dzwonił Fabio. Zaczęłam opowiadać mu o ośrodku i o Nathanie. Po zjedzeniu kolacji poszłam, wziąć kąpiel i położyłam się spać.





Tak, po bardzo dłuuuugiej przerwie kontynuujemy nasze opowiadanie. Mamy ogromną nadzieje, że Wam się spodoba. Nie bójcie się, nie długo akcja się rozwinie i mamy nadzieję, że Was wciągnie :)  
Cath :D

niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 3 - Manhattan



Oczami Claudii Abigel Salvatore
Cholera co w tym samolocie takie turbulencje? Co się kurcze dzieję ? Gwałtowne ruchy maszyny wzbudziły mnie ze snu. –Aua moja głowa- powiedziałam, dotykając ręką tyłu głowy – krew? Skąd ta krew? Co się cholera dzieję ? Wyjrzałam przez okno.  Było ciemno, nic nie było widać, prócz błyskających o tej samej częstotliwości błyskawic oświetlających gęste, burzowe chmury.
-Coś jest nie tak- pomyślałam.
Spojrzałam na Cath i mojego brata cały czas spali. Co jest… te turbulencje ich nie obudziły. Chyba ,że oni… oni są nie przytomni! Zdenerwowałam się. –Co ja pieprze jest źle!- powiedziałam zaciskając zęby. Zaczęłam szarpać ramię kuzynki. Nie reagowała. Rzuciłam się w stronę brata, lecz coś mnie zatrzymało. 
Był to pas, pas bezpieczeństwa , którego  nie odpięłam po starcie samolotu.
 Czyżby właśnie on mnie uratował, przed bezwładnym siedzeniem na fotelu. 
 Co ja gadam… przed czym miałby mnie uratować! Samolot lada moment runie w dół, a ja polecę wraz z nim, lecz świadoma tego co się wokół mnie dzieję. Jaki to ratunek?! Wolałabym być teraz na miejscu moich towarzyszy. Szybko odpięłam pas, po czym zaczęłam targać rękę brata. Uderzyłam go dłonią w twarz. Bez skutków tak jak i moja kuzynka siedział nieświadomy. Stanęłam i rozglądnęłam się dookoła z nadzieją znalezienia kogoś „ żywego”. Wszyscy podróżni siedzieli bez czucia na swoich miejscach, co niektórzy z krwią na twarzy. Zaczęłam panikować ! Klękłam na kolana i popłakałam się. –Co ja mam robić?- krzyczałam- Boże i co teraz?!  Nagle samolot pochylił się przodem w dół. Bezwładne ludzkie ciała zaczęły pochylać się na oparcia sąsiednich foteli, co po niektóre nawet pozlatywały z nich. Ja jak gdybym była na zjeżdżalni zaczęłam sunąć w stronę kokpitu. Wstałam na równe nogi i próbowałam biec w górę. Wszystkie papierki, butelki i inne śmieci zaczęły kulać się pod moimi nogami.
Usłyszałam jakieś głosy dochodzące z kokpitu. Jestem pewna, że nie byli to piloci. Coś przerażającego tam czyhało.  -Nie dość ,że zginę w katastrofie lotniczej to ponadplanowo coś mnie jeszcze pożre-pomyślałam.
-Boże ratuj mnie ,błagam- jękłam, cała rozryczana.
Przez cały czas próbowałam dochodzić coraz wyżej, by być jak najdalej pomieszczenia pilotów. Jednak chwila za chwilą robiło się coraz stromiej.  Dodatkowo ledwo widziałam drogę przez łzy, które napływały mi litrami i nie chciały wypływać z oczu. W końcu było już tak stromo, że pozostało mi wspinanie się po fotelach. Było dla mnie trudne i z czasem bolesne podciąganie się na samych rękach, lecz to na dole przerażało mnie tak bardzo, że próbowałam nie zwracać na to uwagi.
Nagle zauważyłam spadające ciało, które uderzyło we mnie i wraz z nim poleciałam na sam dół samolotu, a dokładnie do kokpitu, który nie wiadomo przez kogo został otwarty.
-To już koniec- wypowiedziałam ostatnie słowa, po czym łupnęłam o coś tracąc świadomości ,jeszcze przez uderzeniem samolotu o tafle oceanu.

-Claudia, wstawaj, musisz nam pomóc, bo już przyjechał facet z naszymi meblami- usłyszałam ledwo dochodzący do mnie głos mojego taty.
-eeeee…- jękłam.
Otwarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Zdenerwowana wspomnieniami zaczęłam dyszeć.
-To tylko sen. Tylko głupi sen. To przez tą Cole wypitą w nocy w samolocie!- zaczęłam sobie w duchu tłumaczyć-  jesteś już na miejscu, w swoim nowym domu na Manhattanie. Jest nowy dzień! I nic strasznego się nie wydarzyło. Zero potworów oraz zero trupów. I zombie też nie ma!
Usiadłam na brzegu materaca, włączyłam cicho radio, spojrzałam w okno i wsłuchiwałam się. Poza muzyką słyszałam różne dźwięki ptaków, przejeżdżających aut, cichy szum rozmów ludzi z zewnątrz, odgłos mieszanej herbaty – pukanie łyżeczki o szklankę oraz ciche rozmowy ojca z moim bratem na parterze. Świeciło słońce, za oknem ulica, drzewa, ludzie- nie trupy, chmury- nie burzowe.  Tak, odmiana koszmaru nocnego.
Wstałam, otworzyłam walizkę, wyciągnęłam najbliżej leżące rzeczy i poszłam do łazienki się ogarnąć.
Niewielkie wory pod oczami zamaskowałam lekko pudrem, maznęłam rzęsy tuszem i ubrałam się w materiałowe, krótkie , zielone spodenki, luźną białą koszulkę i trampki. Przyjrzałam się sobie w lustrze pozostawionym po starych właścicielach tego budynku.  –Zero trupów- powiedziałam do siebie.
Zeszłam po schodach na parter i przywitałam się z bratem. Siedział na kanapie jedząc tosty i czytając jakiś magazyn.
-Hola! Jak się spało?- zapytałam Miguela
-W miarę- odpowiedział- w kuchni uszykowałem Ci śniadanie.
Zszokowana poszłam pędem do kuchni. Nie wierzyłam własnym oczom, mój brat zrobił mi śniadanie.
-Nie wierzę, musze, aż to uwiecznić wstawiając na facebooku- stwierdziłam po czym pstryknęłam i opublikowałam je na portalu z dopiskiem :” Pierwsze śniadanie w nowym domu- pierwsze śniadanie zrobione przez mojego brata :D „
-Dziwna jesteś ale polubię Twój post- powiedział Miguel wchodząc do kuchni z telefonem w ręku.
Usiadł przy stole, po czym zaczął coś pisać na komórce. Usiadłam naprzeciw. Po chwili zauważyłam powiadomienie. – No tak Miguel Carlos Salvatore skomentował Twój post na tablicy- powiedziałam głośno, śmiejąc się i kiwając głową z niedowierzania.


-Ojciec mi wiadomość prywatną napisał, że mam ruszyć zad i pomagać mu w wnoszeniu mebli- stwierdził zdziwiony Miguel, odrywając się od telefonu i spoglądając w moją stronę.
-To papa ma facebooka? – zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
Nagle z zza futryny wychylił się tata.
-Nie przeczytałeś wiadomości? – zapytał zirytowany.
-Dziwna rodzina- powiedziałam. Przysuwając bliżej siebie talerz z pysznie zrobionymi tostami, rozpoczęłam pałaszowanie posiłku.

Zjadłam śniadanie, a następnie poszłam pomóc wnosić choćby niewielkie meble do domu. Zaczęłam już powoli ustawiać meble w miejscach, w których moim zdaniem powinny stać. Po dobrych czterech godzinach większość stała na swoich ,od teraz, raczej stałych miejscach, a reszta była już wypakowana z ciężarówki.
-Szybko nam to poszło- stwierdził, widocznie zadowolony tata- następne i ostatnie rzeczy mają przyjechać za jakieś dwie godziny, co najmniej tak powiedział mi kierowca do którego przed chwilą dzwoniłem. Nie przyzwyczajajcie się do wyglądu pomieszczeń, bo  jutro przyjeżdża projektant wnętrz.
-Czyli dwie godziny przerwy- odparł Miguel, padając zmęczony na kanapę. Bez słów, jedynie za pomocą mimiki dałam znać bratu, że idziemy na miasto. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
-To my za dwie godziny będziemy – powiadomiłam tatę, po czym obydwoje wyszliśmy.
Zgubiliśmy się ze dwa razy, a o drogę pytaliśmy z cztery jak nie więcej.
-Chyba zaczynam nabierać orientacji w terenie- stwierdziłam.
-Ja chyba też- dodał brat- patrz kawiarnia, chodźmy na lody. Zgodziłam się bez wahania. Wybrałam sobie trzy kulki: sorbet malinowy oraz dwie gałki toffi.  Kocham toffi!
Usiedliśmy sobie przy stoliku w owej kawiarni i delektowaliśmy się zakupionymi rarytasami.
-Widziałaś? – nagle zapytał mnie wyraźnie odrętwiały Miguel.
-Co widziałam ?- zaczęłam się rozglądać.
-Tam nie szła czasem Jennifer Aniston?
-Przez te twoje wieloletnie zauroczenie nią już objawia Ci się na ulicach- prychnęłam.
-No kurde dam 100$ że to ona!
Zaczęłam się śmiać, gdy nagle przed oczami mignął mi motor, którym byłam pewna że jechał Taylor Lautner.
-Widziałeś, tam jechał ten aktor ze zmierzchu!- zawołałam zdziwiona.
-Głupia jesteś to nie on, przez te zauroczenie nim masz już zwidy- zaczął mnie przedrzeźniać.
-On mi się wcale nie podoba- odparłam zirytowana – albo te lody nam zaszkodziły albo to słońce.
Po chwili zauważyliśmy coraz większą grupkę ludzi. Ukazali się także paparazzi z aparatami.
-Mówiłem- powiedział brat, zrywając się na równe nogi i podążając w stronę zwiększającego się tłumu. Śledziłam go wzrokiem, gdy nagle mi zniknął z pola widzenia. Po dłuższej chwili ni stąd ni zowąd wydostał się z tłumu i uradowany podszedł z powrotem do mnie.
-Możemy już iść mam jej autograf i zdjęcie z nią- odparł pokazując mi podpis. Jak on to zrobił- pomyślałam. Zrobiłam wielkie, zdziwione oczy. Postanowiliśmy ruszyć w stronę domu.

Do końca dnia rozpakowywaliśmy rzeczy z kartonów.

Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Tej nocy nie śniły mi się na szczęście koszmary jak poprzedniej. Byłam tak zmęczona, że praktycznie padłam i nawet nie pamiętam czy w ogóle coś mi się śniło. – Claudia wstawaj, bo zaraz przyjedzie projektantka wnętrz- usłyszałam głos taty z korytarza.
-Jasne już wstaję- odparłam, z niechęcią.
Otworzyłam okno, wpuszczając przez nie ciepłe, świeże powietrze. Włączyłam jak zwykle radio. Poszłam szybko obmyć się do łazienki, po czym wróciłam, wzięłam z szafy ¾ dresowe spodenki oraz kolorową koszulkę na ramkach. Podczas ubierania, wsłuchałam się w aktualnie lecący utwór. Coś mi zaświtało, jakieś znajome głosy. Za Chiny nie mogłam sobie tylko przypomnieć jaki zespół to śpiewa. Muzyka się skończyła ,a ja zeszłam na dół. Przy śniadaniu ciągle myślałam nad piosenką. Zadzwonił dzwonek do drzwi, tata od razu ruszył by otworzyć.
-Dzień dobry- usłyszeliśmy dochodzący kobiecy głos z korytarza. To na pewno projektantka, bo któż by inny. Poszliśmy się przywitać.

-Już dzisiaj przyjedzie ekipa i zacznie coś robić by za maksimum dwa dni skończyć wszystkie pomieszczenia. Słyszałam że chce pan osobną łazienkę dla córki i garderobę, więc łazienkę zrobimy z kamienia naturalnego, a garderobą jeszcze zobaczymy – słuchaliśmy ustaleń projektantki.
-Tak ale co do tej garderoby to chcę by była dzielona z bratem- zaprotestował tata.
-Aha , no to garderoba będzie nijaka.
Na samą myśl własnej łazienki się niezmiernie ucieszyłam, lecz kwestia garderoby nieco mnie zdołowała.
-Więc teraz proponuje przeglądnąć katalogi z aranżacjami i wybrać jak inne pomieszczenia mają wyglądać- odparła- I oczywiście najważniejsze, wasze pokoje- zwróciła się do mnie i Miguela z uśmiechem.
Mój brat wybrał sobie mniej więcej na jaki wzór chcę mieć pokój, mi zaś nie przypadało nic do gustu.  Przewracałam kolejno strony katalogu, wyobrażając sobie jak by mi się żyło z taką aranżacją. W każdym wzorze brakowało tego czegoś. Coś co by rzuciło mnie na kolana.
- Może Ci pomóc? –zapytała projektantka, widząc mnie znudzoną.
-Jeśli da pani radę.
-To zacznijmy jaki chciałbyś kolor ścian?
-Nie wiem. Może… brązowy albo pomarańczowy, lub taki po środku – piaskowy.
-Ok. To jedna rzecz z głowy. Wolisz normalną sypialnie czy jakiś wymyślny pokój?
-Już raczej wyrosłam z wymyślnych pokoi – odpowiedziałam, chichocząc.
-Widziałam że masz dwa duże okna i korzystny układ ścian. Co Ty na to że ja wymyśle dla ciebie specjalnie aranżację ? Zaryzykujesz? – zapytała z uśmiechem.
- Mogę zaryzykować.
Nie byłam wielce zadowolona z tego pomysłu ale podobno kto nie ryzykuje ten traci.

Po godzinie przyjechała ekipa i praca rozpoczęła się pełną parą. Byłam zszokowana jak szybko im to idzie.  Z tego co zaobserwowałam najgorszym zadaniem było pomalowanie ścian i czekanie , aż wyschną. Farby nowej generacji zapewniły jednak w miarę szybkie schnięcie. W każdym razie i tak śmierdziało w całym domu. Reszta raczej szła z górki. 






Jeśli są jakiś błędy to bardzo przepraszam!
--Clauditta-- =) 

środa, 28 listopada 2012

Rozdział 2 - Ostatni dzień



Oczami Claudii Abigel Salvatore
-Tato idę zanieść to pudło do auta i zajdę zobaczyć do Catherine – stwierdziłam po czym wzięłam jeden z kartonów leżących na ganku i ruszyłam w stronę ciężarówki.
Stał przy niej facet, który odbierał rzeczy i wkładał je do auta. Gdy tylko dotargałam się z kartonem, wziął go ode mnie. –Gracias- podziękowałam uśmiechając się do niego i ruszyłam w stronę mojej kuzynki Cath. Choć nie mieszkała daleko, gdyż zaledwie ulicę dalej, zdążyłam spotkać paru znajomych po drodze.
– To prawda że się wyprowadzasz ?- zapytała widocznie zszokowana Lily.
Co prawda wiedziała o tym już jakieś pół roku temu, ponieważ trąbiłam o mojej wyprowadzce wszystkim dookoła. –No tak- odpowiedziałam. – To nie prawdopodobne, tylko nie Ty !-stwierdziła, udając przejętą. Nie trawiłam jej, ona z resztą mnie także, jestem pewna że w głębi duszy cieszy się jak nigdy, że w końcu nie będzie musiała widywać mojej twarzy na ulicach Barcelony i oczywiście w szkole. Tam gdyby mogła terroryzowałaby mnie na każdym kroku. Sama nie pamiętam jak nasz konflikt się rozpoczął. Wiem jedynie że zawsze robiła wszystko by być lepsza ode mnie i Cath ,to jej się udawało pod paroma względami , ale nie można być wspaniałym we wszystkim. Pamiętam zdarzenie kiedy z paczką znajomych zorganizowaliśmy „batelke” na jednej z głównych ulic naszego miasta. Z jednej strony chodziło o zabawę , a z drugiej zaś o małą rywalizację. 
W trakcie jak tak tańczyliśmy to ,prócz naszych znajomych zaczęło
schodzić się coraz więcej mieszkańców, a nawet turystów.
Powstał niezły szum- klaskanie i wiwatowanie.
Nie przejmowaliśmy się tym, jednak już po pierwszych rzuconych pieniądzach w naszą stronę, zmieniliśmy trochę taktykę i z naszej batelki , powstał pokaz. Sama historia skończyła się tak, że zarobiliśmy ponad 100 euro. Widziałam wtedy Lily w tłumie „widzów”, wówczas nie należała do zadowolonych obserwatorów, to był pierwszy raz gdy widziała mnie i Cath jak tańczymy, wcześniej raczej nie wychodziliśmy z tym poza studio. Może ewentualnie jak wracaliśmy w nocy do domu, wtedy zdarzyło nam się urozmaicić naszą drogę różnymi ruchami i skokami, ale wtedy mała szansa że w ogóle ktoś to widział. Od tego czasu raczej Lily i jej elitka byli na nas cięci.  –Tak bywa. Musze już lecieć. Adios- pożegnałam się szybko, gdyż zauważyłam starego znajomego w którym podkochiwałam się na początku szkoły średniej .
Siedział przy stoliku w pobliskiej kawiarni. –Hola. Co tam słychać Cristobal ? – zapytałam, dosiadając się bez pytania.
-ooo… kogo ja widzę, Hola! Claudia czy dobrze słyszałem że Ty i Cath wyprowadzacie się i to podobno na drugi koniec oceanu?
-Jeśli tak słyszałeś to dobrze słyszałeś .
-A dokładnie to gdzie ? – zapytał
-Manhattan, Nowy Jork.
-No mam nadzieję, że odwiedzicie kiedyś rodzinne miasto.
-Żartujesz sobie, w każdej wolnej chwili będę przyjeżdżać do Barcelony, tak samo, a nawet częściej jak odwiedzam Polskie strony. Tu w końcu jest moja rodzina.
-A teraz gdzie się wybierasz?
-Planuje sprawdzić jak radzi sobie Cath z pakowaniem.
-Rozumiem, rozumiem to Cię nie zatrzymuje. To mam nadzieje Hasta la Vista.
-Hasta la Vista- odpowiedziałam uśmiechając się do niego, a on odwzajemnił się tym samym.
Oj znowu poczułam te natrętne motyle w brzuchu. To nieznośne uczucie dla mnie, przy którym nie wiem czy to tak zwane „motylki” ,czy po prostu przewracanie się w żołądku.  Jego uśmiech kiedyś był naprawdę wyjątkowy, gdy pierwszy raz obdarzył mnie uśmiechem byłam w niebo wzięta, czułam się jakby spełniło się moje największe marzenie, dzisiaj emocje ustały, lecz nie zmienia to faktu że Chris należy do bardzo przystojnych facetów.

Doszłam w końcu do domu kuzynki. Wchodząc jak zwykle bez pukania, przewróciłam się o pudełko stojące praktycznie w wejściu. 

-Oj ,no ta Twoja raptowność –stwierdziła jak zawsze ciocia Samantha, pomagając wstać mi z podłogi.
-Chyba niezdarność- podpowiedziałam.
-To też !- krzyknął wuja James z drugiego pomieszczenia.
-Po za tym co ja się poniżam, to nie moja wina, że karton stał w tym miejscu . Jest Catherina Lea Salvatore? – zapytałam.
- No niestety nie ma. Też byśmy chcieli by nam pomogła zanieść i ewentualnie dopakowywać ostatnie rzeczy do kartonów, ale dla niej ważniejszy jest jej chłopak- powiedział skarżącym tonem wuja.
-Nie dziwię się- odpowiedziałam szeptem, lecz wujek usłyszał to i wysłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Zaśmiałam się. Usiadłam na pobliskim kartonie, gdy  nagle coś w nim trzasnęło. Ciocia jak i wujek burzliwie się na mnie spojrzeli.
-Upsss…, chyba coś się zbiło – stwierdziłam, robiąc wielkie oczy i spoglądając się to na wuja to na ciocie
- to ja już może lepiej pójdę!


James spuścił głowę nie dowierzając, a ciocia jedynie wzdychała.
-No teges… Hasta la Vista! – powiedziałam, biorąc owy karton i szybko ulatniając się z domu.
Włożyłam pudło do ciężarówki , po czym cofnęłam się by zapytać czy czasem Cath nie powiedziała im gdzie zamierza iść ze swoim „księciem z bajki”.
-Nie psuj już nic i nie siadaj na kartony – od frontu powitało mnie ostrzeżenie wuja.
-Ze spokojem, wyluzuj wujaszku, przyszłam jeszcze dowiedzieć się czy czasem nie wiecie gdzie poszła Sulli.
-Sulli? – zdziwiła się ciocia.
-No tak przezywamy Catherine- wytłumaczyłam.
-Coś wspominała o plaży. Chyba tam poszli z Fabio.
-A dobra. Gracias.

Z tego względu że nie przepadam za Fabio, postanowiłam jednak iść do domu i pomóc w pakowaniu. Twierdzę że jej chłopak to zadumany w sobie pacan. Nie pasują do siebie , pod żadnym względem. On to taki totalny Casanova. Dodatkowo często jest denerwujący. Jako kuzynka Cath muszę , a dokładnie musiałam często bywać w jego towarzystwie, na szczęście to się zmieni po przeprowadzce. Chociaż z jednej strony jest mi smutno, iż będą musieli żyć z dala od siebie - zapewne  się kochają i będzie to dla nich trudne. Sama nie wyobrażam sobie gdybym miała chłopaka i musiałabym go opuścić . Mniema więc, że z pewnością jest mi łatwiej niż Sulli.

-Siemson rodzinko, przyszłam wam pomóc- powiedziałam sięgając po moją książkę leżącą na kominku i rozkładając się na nieruszonej jeszcze kanapie.
-Dobra definicja pomocy-stwierdził mój brat Miguel siadając na mnie.
-aua..! Ty durniu, czy Ty nie wiesz, iż ważysz trochę więcej niż myślisz?!- zaczęłam wydzierać się na niego .
-Zupełnie nie wiem o czym Ty do mnie mówisz siorka.
-aua…! Nie kładź mi się na brzuch! Papa…! Tatoo! Weź tego idiotę ze mnie! – wydałam z siebie ledwo słyszalny krzyk.
-Miguel Carlos mógłbyś zejść z leniwej siostry? Aaaa… i dla twojej wiadomości synu był to rozkaz.
-Lecz się – powiedziałam, zrywając się szybko z kanapy , by czasem sytuacja się nie powtórzyła.


Z lekkim wahaniem ale zdecydowałam pójść do mojego pokoju. Weszłam po schodach na pierwsze piętro, skręciłam w prawo w korytarz i podeszłam do ostatnich drzwi. Drzwi od pokoju były zamknięte. Stałam tak z dobre 5 minut, nie wiedząc czy w ogóle chcę tam wejść . Uchyliłam delikatnie drewniane drzwi, od razu poczułam zapach per fumów rozchodzący się zawsze po całym moim pomieszczeniu. Popchnęłam je mocniej, na tyle by umożliwić zajrzenie do środka.
Sama pustka, niczego, nawet obrazka na ścianie, prócz zapachy niby nic nie przypominało o tym że był to mój pokój, jednak wspomnienia z nim związane same napływały do umysłu. Weszłam do środka, przeszłam się po pokoju, rzeczywiście nic po za zapachem nie przypominało go. Wyjrzałam przez okno, tata kręcił się po ogrodzie zabierając ostatnie potrzebne narzędzia z szopki. Wstąpiłam do mojej łazienki, wisiało tam jeszcze moje, stare lustro.  Spojrzałam we własne odbicie, Chwilę przyglądałam się swojej smutnej minie i zeszłam z powrotem do pomieszczenia, w którym był kiedyś mój salon.
-Jeszcze lustro zostało w mojej łazience- powiedziałam po czym zamyślona usiadłam na kanapie.
-Nie martw się siostra, będzie dobrze- trochę z kpiną pocieszał mnie brat
Chciałam wyjść by uniknąć żartowania ze mnie, ale gdy dochodziłam do wyjścia Miguel mnie chwycił i przyciągając do siebie mocno przytulił. Rzadko to robię ale odwdzięczyłam się.
-Boję się tej wyprowadzki- wyżaliłam się szeptem
Jedynie w odpowiedzi jeszcze bardziej mnie ścisnął. Byłam pewna, że on czuje to samo. Tak samo jak ja wyobraża sobie najgorsze scenariusze, jakie mogą nas czekać w nowym miejscu.


Przyjechaliśmy właśnie taksówką na lotnisko. Stoimy przed wejściem czekając na drugą rodzinę Salvatore. Jest już dość późna godzina. Czuje już powoli nadchodzące zmęczenie. Nie wiem czy jestem smutna czy też nie, ale na pewno nie czuje się dobrze. W końcu podjechał samochód.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było ?- zapytałam wychodzącą z drugiej taksówki kuzynkę.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- odpowiedziała żartobliwie.
Zaśmiałyśmy się . Nagle z drugiej strony auta ukazuje się jej chłopak – Fabio.
Ta cholera jedna! Ten dureń ! Gdyby nie moja kuzynka , na pewno powiedziałabym mu co o nim sadzę. W takich okolicznościach niestety musze udawać, że za nim przepadam.
-Hola Claudia- przywitał się
-Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia.- odpowiedziałam z udawanym uśmiechem.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój tata.

Po godzinie byliśmy już za wszystkimi kontrolami celnymi i pozostało nam tylko oczekiwanie na samolot.
-Chodzimy zobaczyć do sklepu- zaproponowała Salli.
-Chill. Chodzimy- odpowiedziałam, po czym poszliśmy do sklepiku.
Kupiłam duże pudełko mentosów , dużą paczkę małych batoników „Lion” oraz Cole do picia.
- Pamiętaj że łazienka w samolocie jest na czarną godzinę, a nie na przesiedzenie w niej całego lotu- powiedziała Cath, gdy właśnie płaciłam przy kasie za moje zakupy. Jedynie wysłałam jej porozumiewawcze spojrzenie.
„Prosimy o udanie do wejścia numer 2, ukazanie paszportu i biletu na samolot” – Usłyszeliśmy nagle z radiowęzłów.
-Jesteście wszyscy ?-zapytał lekko zakłopotany tata
-Papa dużo Ty tych dzieci nie masz, jestem tylko ja i Miguel- opowiedziałam
-Dodatkowo nie zapomnij że ja niedługo się już żenię- stwierdził Miguel
-Tyy!? Hahaha … z kim? Dobry żart!- powiedziałam ze ,śmiechem do brat. Wszyscy zaczęli się śmiać. 

„Dobry wieczór. Proszę o paszport”- poprosiła stuardessa. Pokazaliśmy wymagane dokumenty.
„Dziękujemy, miłego lotu”. Przeszliśmy przez długi korytarz lub inaczej kołnierz prowadzący do samolotu. „Dobry wieczór, proszę zająć  miejsca i życzę udanego lotu” – powiedziała następna stuardessa, stojąca u wejścia do maszyny.
 Cóż pierwszą klasą nie lecieliśmy ale warunki jakie były w samolocie na pewno były nienaganne. Usiadłam koło okna, koło mnie Cath, a koło niej mój brat.
Po niecałych 15 minutach już byliśmy w górze. Mój brat już spał, nie wiem kiedy zdążył zasnąć ale spał. Cath zamyślona w swoim świecie siedziała patrząc się na wyświetlaną na ekranie mapkę drogi jaką przemierzymy. Ja postanowiłam posłuchać radia. Włożyłam słuchawki do uszu. Leciało coś mi znanego, lecz nie mogłam sobie do końca przypomnieć jaka to piosenka. No taak! Jason Mraz – „I’m your”. Niestety piosenka właśnie się kończyła, następnie leciał Bruno Mars –„ Just the way you are”. Cholera jakieś same smutne nuty puszczają, powiedziałam szeptem samo do siebie. Zapatrzyłam się w okno, choć i tak ledwo przez nie widziałam.
Zaczęła powoli robić mi się gula w gardle. Nie chcę płakać, nie chcę płakać, powtarzałam sobie w myślach. To wszystko przez te cholerne piosenki, stwierdziłam. Spojrzałam na Salli, spała tak samo jak i mój brat. Tylko na pewno uroczej wyglądała, niż Miguel. Piosenka się skończyła, a ja w myślach prosiłam by puścili coś w miarę wesołego. Długo nic nie leciało, po czym puścili One Direction- „Rock me” . No nie znowu jakaś smętna, pomyślałam po rozpoczęciu, choć po chwili zaczynała robić się nawet fajna. Nie jestem jakąś wielką fanka tego zespołu, no szczerze to nawet w ogóle fanką nie jestem. Spodobała mi się ta piosenka, zaczęłam się nawet mimowolnie uśmiechać. Ta chmura ciążąca nade mną automatycznie po tych 3 minutach piosenki zniknęła. Zapisałam sobie w telefonie, by nie zapomnieć, żeby przesłuchać reszty ich piosenek. Postanowiłam choćby na chwilę się zdrzemnąć. Zasnęłam z uśmiechem na buzi.

--Clauditta-- :)

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 1 - Ostatni dzień




Oczami Catherine Lea Salvatore
-Będę tęsknić za Tobą Catherine!- powiedział Fabio.
Czułam że jest lekko zasmucony i tak samo jak ja źle się z tym czuje.
-Też będę za Tobą tęsknić, ale głowa do góry i nie smuć się tak, przecież będziemy się odwiedzać, a z resztą to Ty powinieneś mnie pocieszać, nie ja Ciebie- powiedziałam, próbując rozbawić Fabio.
-Będzie dobrze. Kocham Cię – oznajmił jednocześnie przyciągając mnie do siebie. Chodziliśmy godzinami po plaży trzymając się za ręce, wspominając początki naszej znajomości.

 Trochę się naśmialiśmy, ponieważ miewaliśmy różne wpadki. Na przykład gdy szłam na pierwszą randkę z Fabio ze zdenerwowania zapomniałam umówionego wcześniej miejsca spotkania. Najprościej mówiąc szukaliśmy się nawzajem godzinami lub raz Fabio chciał zobaczyć jak wyglądają zajęcia taneczne , wiec zaprosiłam go do mojego i Claudii studia. W drodze, wstąpiliśmy do sklepu po napoje. Oczywiście byłam zdenerwowana i zostawiłam swoja torbę z ciuchami sportowymi w sklepie, dopiero Fabio się zorientował ze czegoś brakuje, gdy dochodziliśmy już do studio.
Po chwili poczułam wibracje w swoich dżinsowych spodenkach. To mój papa, pytał czy czasem o czymś nie zapomniałam, zdezorientowana pytałam o co chodzi, papa załamanym głosem przypomniał, ze się wyprowadzamy i ze mam dokończyć pakowanie. Odpowiedziałam ze zaraz będę się zbierać do domu. Kątem oka zauważyłam jak Fabio posmutniał. Wiedziałam ze nie chce żebym to widziała. Zachciało mi się płakać, niestety nie umiałam się powstrzymać dłużej i się rozpłakałam. Fabio mnie przytulił. On równie uronił łzy. W drodze do domu szliśmy objęci , nie mówiliśmy zbyt wiele. Widać było ze każdemu z nas było trudno. Stojąc, zaś na ganku żegnaliśmy się chyba z pięć czy sześć razy. W końcu papa zaproponował, by Fabio pomógł mi się pakować, a później zjadł z nami kolacje. Byłam zdziwiona, ponieważ papa wiedział, ze zanim cokolwiek spakujemy będziemy przez około godzinę siedzieć przytuleni. Po zjedzeniu kolacji , jechaliśmy na lotnisko, rodzice zgodzili się by mój chłopak jechał z nami. Byliśmy już trochę spóźnieni.


Gdy w końcu dojechaliśmy. Druga rodzina Salvatore czekała juz na nas. Ledwo wysiadłam z taksówki.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było? –zapytała Claudia.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- zażartowałam w odpowiedzi.
Zaśmiałyśmy się. Niespodziewanie mina Abi nabrała burzliwego wyrazu. Byłam pewna że zauważyła wychodzącego ze samochodu Fabio. Nie przepadała za nim. Jego towarzystwo denerwowało ją, ale zawsze udawała jak potrafiła by nie było tego po niej poznać.
-Hola Claudia- powitał kuzynkę ,mój chłopak.
-
Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia- odpowiedziała mu , niby żartem. O nie… świadczyło to że za dobra atmosfera panować długo nie będzie.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój wujek Carlos.

Przyszedł czas bym musiała na dobre pożegnać się z Fabio. Znowu się popłakałam, miotały mną uczucia. Rozryczałam się jak małe dziecko.
-Kocham Ciebie! Będę tęsknić!- powiedziałam tuląc się do niego z całych sił.

-Ja za Tobą też moja Ty Cath. A kocham Cię bardziej niż Ty mnie. Niedługo na pewno się zobaczymy. –pocieszał mnie, lecz wcale się tak nie czułam.
Puściłam go i zaczęłam się oddalać, cały czas patrząc w jego stronę. Cały czas stał w tym samym miejscu. Mama chwyciła mnie pod rękę i prowadziła do pierwszej bramki kontrolnej. Ostatecznie pomachałam mu ostatni raz i już zgubiłam go w tłumie.
Po przejściu wszystkich kontrol celnych ,zostało czekanie na pozwolenie wejścia na pokład.
-Chodźmy zobaczyć do sklepu- zaproponowałam Abi
-Chill. Chodźmy- odpowiedziała
Po wejściu do sklepu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie mam ochoty nic jeść. Chodziłam tylko za Claudią, która jak zawsze nie potrafiła zdecydować się na kupno jednej rzeczy, więc kupiła trzy. Mentosy, batoniki i Cole  do picia.
-Pamiętaj że łazienka w samolocie jest na czarną godzinę, a nie na przesiedzenie w niej całego lotu- stwierdziłam, wyobrażając sobie co dzieje się w jej żołądku po zjedzeniu tego wszystkiego. Wysłała mi porozumiewawcze spojrzenie.
„Prosimy o udanie się do wejścia numer 2, ukazanie paszportu i biletu na samolot” – Usłyszeliśmy nagle z radiowęzłów.

Okazaliśmy wymagane dokumenty. I poszliśmy korytarzem prowadzącym do samolotu. Na progu powitała nas stuardessa , prosząc o zajęcie miejsc i życząc udanego lotu. Szłam za Abi, która po znalezieniu naszych miejsc usiadła koło okna, ja zaraz koło niej. Samolot miał naprawdę dobre warunki, najlepsze biorąc pod uwagę wszystkie samoloty jakimi latałam już w życiu. Przy każdych siedzeniach był telewizorek. Pokazywał mapę drogi jaką lecimy, lecz w każdej chwili można był przełączyć go choćby na odtwarzacz muzyki. Oprócz tego każde miejsce miało dodatkowe radio.
Z drugiej strony mojej osoby usiadł brat Claudii, czyli mój kuzyn Miguel, który praktycznie od razu po starcie zasnął. Claudia rozglądała się, badając wszystko dookoła. W końcu skupiła się na radiu. Ja najpierw wpatrzona w mapkę w telewizorze, myślałam o Fabio, parę łez jeszcze mi poleciało. Następnie zasnęłam wymęczona dzisiejszym dniem.

Cath :D