Oczami Claudii Abigel Salvatore
Cholera co w tym samolocie takie turbulencje? Co się kurcze
dzieję ? Gwałtowne ruchy maszyny wzbudziły mnie ze snu. –Aua moja głowa-
powiedziałam, dotykając ręką tyłu głowy – krew? Skąd ta krew? Co się cholera
dzieję ? Wyjrzałam przez okno. Było
ciemno, nic nie było widać, prócz błyskających o tej samej częstotliwości
błyskawic oświetlających gęste, burzowe chmury.
-Coś jest nie tak- pomyślałam.
-Coś jest nie tak- pomyślałam.
Spojrzałam na Cath i mojego brata cały czas spali. Co jest… te turbulencje ich
nie obudziły. Chyba ,że oni… oni są nie przytomni! Zdenerwowałam się. –Co ja
pieprze jest źle!- powiedziałam zaciskając zęby. Zaczęłam szarpać ramię
kuzynki. Nie reagowała. Rzuciłam się w stronę brata, lecz coś mnie zatrzymało.
Był to pas, pas bezpieczeństwa , którego
nie odpięłam po starcie samolotu.
Czyżby właśnie on mnie uratował, przed
bezwładnym siedzeniem na fotelu.
Co ja
gadam… przed czym miałby mnie uratować! Samolot lada moment runie w dół, a ja
polecę wraz z nim, lecz świadoma tego co się wokół mnie dzieję. Jaki to
ratunek?! Wolałabym być teraz na miejscu moich towarzyszy. Szybko odpięłam pas,
po czym zaczęłam targać rękę brata. Uderzyłam go dłonią w twarz. Bez skutków
tak jak i moja kuzynka siedział nieświadomy. Stanęłam i rozglądnęłam się
dookoła z nadzieją znalezienia kogoś „ żywego”. Wszyscy podróżni siedzieli bez
czucia na swoich miejscach, co niektórzy z krwią na twarzy. Zaczęłam panikować
! Klękłam na kolana i popłakałam się. –Co ja mam robić?- krzyczałam- Boże i co
teraz?! Nagle samolot pochylił się
przodem w dół. Bezwładne ludzkie ciała zaczęły pochylać się na oparcia
sąsiednich foteli, co po niektóre nawet pozlatywały z nich. Ja jak gdybym była
na zjeżdżalni zaczęłam sunąć w stronę kokpitu. Wstałam na równe nogi i
próbowałam biec w górę. Wszystkie papierki, butelki i inne śmieci zaczęły kulać
się pod moimi nogami.
Usłyszałam jakieś głosy dochodzące z kokpitu. Jestem pewna, że nie byli to piloci. Coś przerażającego tam czyhało. -Nie dość ,że zginę w katastrofie lotniczej to ponadplanowo coś mnie jeszcze pożre-pomyślałam.
-Boże ratuj mnie ,błagam- jękłam, cała rozryczana.
Przez cały czas próbowałam dochodzić coraz wyżej, by być jak najdalej pomieszczenia pilotów. Jednak chwila za chwilą robiło się coraz stromiej. Dodatkowo ledwo widziałam drogę przez łzy, które napływały mi litrami i nie chciały wypływać z oczu. W końcu było już tak stromo, że pozostało mi wspinanie się po fotelach. Było dla mnie trudne i z czasem bolesne podciąganie się na samych rękach, lecz to na dole przerażało mnie tak bardzo, że próbowałam nie zwracać na to uwagi.
Nagle zauważyłam spadające ciało, które uderzyło we mnie i wraz z nim poleciałam na sam dół samolotu, a dokładnie do kokpitu, który nie wiadomo przez kogo został otwarty.
-To już koniec- wypowiedziałam ostatnie słowa, po czym łupnęłam o coś tracąc świadomości ,jeszcze przez uderzeniem samolotu o tafle oceanu.
-Claudia, wstawaj, musisz nam pomóc, bo już przyjechał facet z naszymi meblami- usłyszałam ledwo dochodzący do mnie głos mojego taty.
-eeeee…- jękłam.
Otwarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Zdenerwowana wspomnieniami zaczęłam dyszeć.
-To tylko sen. Tylko głupi sen. To przez tą Cole wypitą w nocy w samolocie!- zaczęłam sobie w duchu tłumaczyć- jesteś już na miejscu, w swoim nowym domu na Manhattanie. Jest nowy dzień! I nic strasznego się nie wydarzyło. Zero potworów oraz zero trupów. I zombie też nie ma!
Usiadłam na brzegu materaca, włączyłam cicho radio, spojrzałam w okno i wsłuchiwałam się. Poza muzyką słyszałam różne dźwięki ptaków, przejeżdżających aut, cichy szum rozmów ludzi z zewnątrz, odgłos mieszanej herbaty – pukanie łyżeczki o szklankę oraz ciche rozmowy ojca z moim bratem na parterze. Świeciło słońce, za oknem ulica, drzewa, ludzie- nie trupy, chmury- nie burzowe. Tak, odmiana koszmaru nocnego.
Usłyszałam jakieś głosy dochodzące z kokpitu. Jestem pewna, że nie byli to piloci. Coś przerażającego tam czyhało. -Nie dość ,że zginę w katastrofie lotniczej to ponadplanowo coś mnie jeszcze pożre-pomyślałam.
-Boże ratuj mnie ,błagam- jękłam, cała rozryczana.
Przez cały czas próbowałam dochodzić coraz wyżej, by być jak najdalej pomieszczenia pilotów. Jednak chwila za chwilą robiło się coraz stromiej. Dodatkowo ledwo widziałam drogę przez łzy, które napływały mi litrami i nie chciały wypływać z oczu. W końcu było już tak stromo, że pozostało mi wspinanie się po fotelach. Było dla mnie trudne i z czasem bolesne podciąganie się na samych rękach, lecz to na dole przerażało mnie tak bardzo, że próbowałam nie zwracać na to uwagi.
Nagle zauważyłam spadające ciało, które uderzyło we mnie i wraz z nim poleciałam na sam dół samolotu, a dokładnie do kokpitu, który nie wiadomo przez kogo został otwarty.
-To już koniec- wypowiedziałam ostatnie słowa, po czym łupnęłam o coś tracąc świadomości ,jeszcze przez uderzeniem samolotu o tafle oceanu.
-Claudia, wstawaj, musisz nam pomóc, bo już przyjechał facet z naszymi meblami- usłyszałam ledwo dochodzący do mnie głos mojego taty.
-eeeee…- jękłam.
Otwarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Zdenerwowana wspomnieniami zaczęłam dyszeć.
-To tylko sen. Tylko głupi sen. To przez tą Cole wypitą w nocy w samolocie!- zaczęłam sobie w duchu tłumaczyć- jesteś już na miejscu, w swoim nowym domu na Manhattanie. Jest nowy dzień! I nic strasznego się nie wydarzyło. Zero potworów oraz zero trupów. I zombie też nie ma!
Usiadłam na brzegu materaca, włączyłam cicho radio, spojrzałam w okno i wsłuchiwałam się. Poza muzyką słyszałam różne dźwięki ptaków, przejeżdżających aut, cichy szum rozmów ludzi z zewnątrz, odgłos mieszanej herbaty – pukanie łyżeczki o szklankę oraz ciche rozmowy ojca z moim bratem na parterze. Świeciło słońce, za oknem ulica, drzewa, ludzie- nie trupy, chmury- nie burzowe. Tak, odmiana koszmaru nocnego.
Wstałam, otworzyłam walizkę, wyciągnęłam najbliżej leżące
rzeczy i poszłam do łazienki się ogarnąć.
Niewielkie wory pod oczami zamaskowałam lekko pudrem, maznęłam rzęsy tuszem i ubrałam się w materiałowe, krótkie , zielone spodenki, luźną białą koszulkę i trampki. Przyjrzałam się sobie w lustrze pozostawionym po starych właścicielach tego budynku. –Zero trupów- powiedziałam do siebie.
Zeszłam po schodach na parter i przywitałam się z bratem. Siedział na kanapie jedząc tosty i czytając jakiś magazyn.
-Hola! Jak się spało?- zapytałam Miguela
-W miarę- odpowiedział- w kuchni uszykowałem Ci śniadanie.
Zszokowana poszłam pędem do kuchni. Nie wierzyłam własnym oczom, mój brat zrobił mi śniadanie.
-Nie wierzę, musze, aż to uwiecznić wstawiając na facebooku- stwierdziłam po czym pstryknęłam i opublikowałam je na portalu z dopiskiem :” Pierwsze śniadanie w nowym domu- pierwsze śniadanie zrobione przez mojego brata :D „
-Dziwna jesteś ale polubię Twój post- powiedział Miguel wchodząc do kuchni z telefonem w ręku.
Usiadł przy stole, po czym zaczął coś pisać na komórce. Usiadłam naprzeciw. Po chwili zauważyłam powiadomienie. – No tak Miguel Carlos Salvatore skomentował Twój post na tablicy- powiedziałam głośno, śmiejąc się i kiwając głową z niedowierzania.
Niewielkie wory pod oczami zamaskowałam lekko pudrem, maznęłam rzęsy tuszem i ubrałam się w materiałowe, krótkie , zielone spodenki, luźną białą koszulkę i trampki. Przyjrzałam się sobie w lustrze pozostawionym po starych właścicielach tego budynku. –Zero trupów- powiedziałam do siebie.
Zeszłam po schodach na parter i przywitałam się z bratem. Siedział na kanapie jedząc tosty i czytając jakiś magazyn.
-Hola! Jak się spało?- zapytałam Miguela
-W miarę- odpowiedział- w kuchni uszykowałem Ci śniadanie.
Zszokowana poszłam pędem do kuchni. Nie wierzyłam własnym oczom, mój brat zrobił mi śniadanie.
-Nie wierzę, musze, aż to uwiecznić wstawiając na facebooku- stwierdziłam po czym pstryknęłam i opublikowałam je na portalu z dopiskiem :” Pierwsze śniadanie w nowym domu- pierwsze śniadanie zrobione przez mojego brata :D „
-Dziwna jesteś ale polubię Twój post- powiedział Miguel wchodząc do kuchni z telefonem w ręku.
Usiadł przy stole, po czym zaczął coś pisać na komórce. Usiadłam naprzeciw. Po chwili zauważyłam powiadomienie. – No tak Miguel Carlos Salvatore skomentował Twój post na tablicy- powiedziałam głośno, śmiejąc się i kiwając głową z niedowierzania.
-Ojciec mi wiadomość prywatną napisał, że mam ruszyć zad i pomagać mu w wnoszeniu mebli- stwierdził zdziwiony Miguel, odrywając się od telefonu i spoglądając w moją stronę.
-To papa ma facebooka? – zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
Nagle z zza futryny wychylił się tata.
-Nie przeczytałeś wiadomości? – zapytał zirytowany.
-Dziwna rodzina- powiedziałam. Przysuwając bliżej siebie talerz z pysznie zrobionymi tostami, rozpoczęłam pałaszowanie posiłku.
Zjadłam śniadanie, a następnie poszłam pomóc wnosić choćby niewielkie meble do domu. Zaczęłam już powoli ustawiać meble w miejscach, w których moim zdaniem powinny stać. Po dobrych czterech godzinach większość stała na swoich ,od teraz, raczej stałych miejscach, a reszta była już wypakowana z ciężarówki.
-Szybko nam to poszło- stwierdził, widocznie zadowolony tata- następne i ostatnie rzeczy mają przyjechać za jakieś dwie godziny, co najmniej tak powiedział mi kierowca do którego przed chwilą dzwoniłem. Nie przyzwyczajajcie się do wyglądu pomieszczeń, bo jutro przyjeżdża projektant wnętrz.
-Czyli dwie godziny przerwy- odparł Miguel, padając zmęczony na kanapę. Bez słów, jedynie za pomocą mimiki dałam znać bratu, że idziemy na miasto. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
-To my za dwie godziny będziemy – powiadomiłam tatę, po czym obydwoje wyszliśmy.
Zgubiliśmy się ze dwa razy, a o drogę pytaliśmy z cztery jak
nie więcej. -Chyba zaczynam nabierać orientacji w terenie- stwierdziłam.
-Ja chyba też- dodał brat- patrz kawiarnia, chodźmy na lody. Zgodziłam się bez wahania. Wybrałam sobie trzy kulki: sorbet malinowy oraz dwie gałki toffi. Kocham toffi!
Usiedliśmy sobie przy stoliku w owej kawiarni i delektowaliśmy się zakupionymi rarytasami.
-Widziałaś? – nagle zapytał mnie wyraźnie odrętwiały Miguel.
-Co widziałam ?- zaczęłam się rozglądać.
-Tam nie szła czasem Jennifer Aniston?
-Przez te twoje wieloletnie zauroczenie nią już objawia Ci się na ulicach- prychnęłam.
-No kurde dam 100$ że to ona!
Zaczęłam się śmiać, gdy nagle przed oczami mignął mi motor, którym byłam pewna że jechał Taylor Lautner.
-Widziałeś, tam jechał ten aktor ze zmierzchu!- zawołałam zdziwiona.
-Głupia jesteś to nie on, przez te zauroczenie nim masz już zwidy- zaczął mnie przedrzeźniać.
-On mi się wcale nie podoba- odparłam zirytowana – albo te lody nam zaszkodziły albo to słońce.
Po chwili zauważyliśmy coraz większą grupkę ludzi. Ukazali
się także paparazzi z aparatami.
-Mówiłem- powiedział brat, zrywając się na równe nogi i podążając w stronę zwiększającego się tłumu. Śledziłam go wzrokiem, gdy nagle mi zniknął z pola widzenia. Po dłuższej chwili ni stąd ni zowąd wydostał się z tłumu i uradowany podszedł z powrotem do mnie.
-Możemy już iść mam jej autograf i zdjęcie z nią- odparł pokazując mi podpis. Jak on to zrobił- pomyślałam. Zrobiłam wielkie, zdziwione oczy. Postanowiliśmy ruszyć w stronę domu.
-Mówiłem- powiedział brat, zrywając się na równe nogi i podążając w stronę zwiększającego się tłumu. Śledziłam go wzrokiem, gdy nagle mi zniknął z pola widzenia. Po dłuższej chwili ni stąd ni zowąd wydostał się z tłumu i uradowany podszedł z powrotem do mnie.
-Możemy już iść mam jej autograf i zdjęcie z nią- odparł pokazując mi podpis. Jak on to zrobił- pomyślałam. Zrobiłam wielkie, zdziwione oczy. Postanowiliśmy ruszyć w stronę domu.
Do końca dnia rozpakowywaliśmy rzeczy z kartonów.
Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca wpadające przez
okno. Tej nocy nie śniły mi się na szczęście koszmary jak poprzedniej. Byłam
tak zmęczona, że praktycznie padłam i nawet nie pamiętam czy w ogóle coś mi się
śniło. – Claudia wstawaj, bo zaraz przyjedzie projektantka wnętrz- usłyszałam
głos taty z korytarza.
-Jasne już wstaję- odparłam, z niechęcią.
Otworzyłam okno, wpuszczając przez nie ciepłe, świeże powietrze. Włączyłam jak zwykle radio. Poszłam szybko obmyć się do łazienki, po czym wróciłam, wzięłam z szafy ¾ dresowe spodenki oraz kolorową koszulkę na ramkach. Podczas ubierania, wsłuchałam się w aktualnie lecący utwór. Coś mi zaświtało, jakieś znajome głosy. Za Chiny nie mogłam sobie tylko przypomnieć jaki zespół to śpiewa. Muzyka się skończyła ,a ja zeszłam na dół. Przy śniadaniu ciągle myślałam nad piosenką. Zadzwonił dzwonek do drzwi, tata od razu ruszył by otworzyć.
-Dzień dobry- usłyszeliśmy dochodzący kobiecy głos z korytarza. To na pewno projektantka, bo któż by inny. Poszliśmy się przywitać.
-Jasne już wstaję- odparłam, z niechęcią.
Otworzyłam okno, wpuszczając przez nie ciepłe, świeże powietrze. Włączyłam jak zwykle radio. Poszłam szybko obmyć się do łazienki, po czym wróciłam, wzięłam z szafy ¾ dresowe spodenki oraz kolorową koszulkę na ramkach. Podczas ubierania, wsłuchałam się w aktualnie lecący utwór. Coś mi zaświtało, jakieś znajome głosy. Za Chiny nie mogłam sobie tylko przypomnieć jaki zespół to śpiewa. Muzyka się skończyła ,a ja zeszłam na dół. Przy śniadaniu ciągle myślałam nad piosenką. Zadzwonił dzwonek do drzwi, tata od razu ruszył by otworzyć.
-Dzień dobry- usłyszeliśmy dochodzący kobiecy głos z korytarza. To na pewno projektantka, bo któż by inny. Poszliśmy się przywitać.
-Już dzisiaj przyjedzie ekipa i zacznie coś robić by za maksimum dwa dni skończyć wszystkie pomieszczenia. Słyszałam że chce pan osobną łazienkę dla córki i garderobę, więc łazienkę zrobimy z kamienia naturalnego, a garderobą jeszcze zobaczymy – słuchaliśmy ustaleń projektantki.
-Tak ale co do tej garderoby to chcę by była dzielona z bratem- zaprotestował tata.
-Aha , no to garderoba będzie nijaka.
Na samą myśl własnej łazienki się niezmiernie ucieszyłam,
lecz kwestia garderoby nieco mnie zdołowała.
-Więc teraz proponuje przeglądnąć katalogi z aranżacjami i wybrać jak inne pomieszczenia mają wyglądać- odparła- I oczywiście najważniejsze, wasze pokoje- zwróciła się do mnie i Miguela z uśmiechem.
-Więc teraz proponuje przeglądnąć katalogi z aranżacjami i wybrać jak inne pomieszczenia mają wyglądać- odparła- I oczywiście najważniejsze, wasze pokoje- zwróciła się do mnie i Miguela z uśmiechem.
Mój brat wybrał sobie mniej więcej na jaki wzór chcę mieć
pokój, mi zaś nie przypadało nic do gustu.
Przewracałam kolejno strony katalogu, wyobrażając sobie jak by mi się
żyło z taką aranżacją. W każdym wzorze brakowało tego czegoś. Coś co by rzuciło
mnie na kolana.
- Może Ci pomóc? –zapytała projektantka, widząc mnie znudzoną.
-Jeśli da pani radę.
-To zacznijmy jaki chciałbyś kolor ścian?
-Nie wiem. Może… brązowy albo pomarańczowy, lub taki po środku – piaskowy.
-Ok. To jedna rzecz z głowy. Wolisz normalną sypialnie czy jakiś wymyślny pokój?
-Już raczej wyrosłam z wymyślnych pokoi – odpowiedziałam, chichocząc.
-Widziałam że masz dwa duże okna i korzystny układ ścian. Co Ty na to że ja wymyśle dla ciebie specjalnie aranżację ? Zaryzykujesz? – zapytała z uśmiechem.
- Mogę zaryzykować.
Nie byłam wielce zadowolona z tego pomysłu ale podobno kto nie ryzykuje ten traci.
- Może Ci pomóc? –zapytała projektantka, widząc mnie znudzoną.
-Jeśli da pani radę.
-To zacznijmy jaki chciałbyś kolor ścian?
-Nie wiem. Może… brązowy albo pomarańczowy, lub taki po środku – piaskowy.
-Ok. To jedna rzecz z głowy. Wolisz normalną sypialnie czy jakiś wymyślny pokój?
-Już raczej wyrosłam z wymyślnych pokoi – odpowiedziałam, chichocząc.
-Widziałam że masz dwa duże okna i korzystny układ ścian. Co Ty na to że ja wymyśle dla ciebie specjalnie aranżację ? Zaryzykujesz? – zapytała z uśmiechem.
- Mogę zaryzykować.
Nie byłam wielce zadowolona z tego pomysłu ale podobno kto nie ryzykuje ten traci.
Po godzinie przyjechała ekipa i praca rozpoczęła się pełną parą.
Byłam zszokowana jak szybko im to idzie.
Z tego co zaobserwowałam najgorszym zadaniem było pomalowanie ścian i
czekanie , aż wyschną. Farby nowej generacji zapewniły jednak w miarę szybkie
schnięcie. W każdym razie i tak śmierdziało w całym domu. Reszta raczej szła z
górki.
Jeśli są jakiś błędy to bardzo przepraszam!
--Clauditta-- =)

Bohaterowie zaznajomią się z jakimiś gwiazdami ? :)
OdpowiedzUsuńMoże tak, może nie :) Nie zdradzamy :)
UsuńŚwietne ! Strasznie mi się podoba !!!! Czekam na następne ! <3
OdpowiedzUsuńWow! To jest...genialne!!!!! No normalnie wpsaniałe :-D
OdpowiedzUsuńSuper blog :)
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na nowe rozdziały :D