Translate

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 1 - Ostatni dzień




Oczami Catherine Lea Salvatore
-Będę tęsknić za Tobą Catherine!- powiedział Fabio.
Czułam że jest lekko zasmucony i tak samo jak ja źle się z tym czuje.
-Też będę za Tobą tęsknić, ale głowa do góry i nie smuć się tak, przecież będziemy się odwiedzać, a z resztą to Ty powinieneś mnie pocieszać, nie ja Ciebie- powiedziałam, próbując rozbawić Fabio.
-Będzie dobrze. Kocham Cię – oznajmił jednocześnie przyciągając mnie do siebie. Chodziliśmy godzinami po plaży trzymając się za ręce, wspominając początki naszej znajomości.

 Trochę się naśmialiśmy, ponieważ miewaliśmy różne wpadki. Na przykład gdy szłam na pierwszą randkę z Fabio ze zdenerwowania zapomniałam umówionego wcześniej miejsca spotkania. Najprościej mówiąc szukaliśmy się nawzajem godzinami lub raz Fabio chciał zobaczyć jak wyglądają zajęcia taneczne , wiec zaprosiłam go do mojego i Claudii studia. W drodze, wstąpiliśmy do sklepu po napoje. Oczywiście byłam zdenerwowana i zostawiłam swoja torbę z ciuchami sportowymi w sklepie, dopiero Fabio się zorientował ze czegoś brakuje, gdy dochodziliśmy już do studio.
Po chwili poczułam wibracje w swoich dżinsowych spodenkach. To mój papa, pytał czy czasem o czymś nie zapomniałam, zdezorientowana pytałam o co chodzi, papa załamanym głosem przypomniał, ze się wyprowadzamy i ze mam dokończyć pakowanie. Odpowiedziałam ze zaraz będę się zbierać do domu. Kątem oka zauważyłam jak Fabio posmutniał. Wiedziałam ze nie chce żebym to widziała. Zachciało mi się płakać, niestety nie umiałam się powstrzymać dłużej i się rozpłakałam. Fabio mnie przytulił. On równie uronił łzy. W drodze do domu szliśmy objęci , nie mówiliśmy zbyt wiele. Widać było ze każdemu z nas było trudno. Stojąc, zaś na ganku żegnaliśmy się chyba z pięć czy sześć razy. W końcu papa zaproponował, by Fabio pomógł mi się pakować, a później zjadł z nami kolacje. Byłam zdziwiona, ponieważ papa wiedział, ze zanim cokolwiek spakujemy będziemy przez około godzinę siedzieć przytuleni. Po zjedzeniu kolacji , jechaliśmy na lotnisko, rodzice zgodzili się by mój chłopak jechał z nami. Byliśmy już trochę spóźnieni.


Gdy w końcu dojechaliśmy. Druga rodzina Salvatore czekała juz na nas. Ledwo wysiadłam z taksówki.
-Hola Cath! Gdzie się podziewałaś jak Cię nie było? –zapytała Claudia.
-Na plaży z Fabio i tam razem rybki łowiliśmy- zażartowałam w odpowiedzi.
Zaśmiałyśmy się. Niespodziewanie mina Abi nabrała burzliwego wyrazu. Byłam pewna że zauważyła wychodzącego ze samochodu Fabio. Nie przepadała za nim. Jego towarzystwo denerwowało ją, ale zawsze udawała jak potrafiła by nie było tego po niej poznać.
-Hola Claudia- powitał kuzynkę ,mój chłopak.
-
Dla ciebie to Buenos tardes , senora Claudia- odpowiedziała mu , niby żartem. O nie… świadczyło to że za dobra atmosfera panować długo nie będzie.
-Okej, to może wejdziemy już do środka – pospiesznie stwierdził mój wujek Carlos.

Przyszedł czas bym musiała na dobre pożegnać się z Fabio. Znowu się popłakałam, miotały mną uczucia. Rozryczałam się jak małe dziecko.
-Kocham Ciebie! Będę tęsknić!- powiedziałam tuląc się do niego z całych sił.

-Ja za Tobą też moja Ty Cath. A kocham Cię bardziej niż Ty mnie. Niedługo na pewno się zobaczymy. –pocieszał mnie, lecz wcale się tak nie czułam.
Puściłam go i zaczęłam się oddalać, cały czas patrząc w jego stronę. Cały czas stał w tym samym miejscu. Mama chwyciła mnie pod rękę i prowadziła do pierwszej bramki kontrolnej. Ostatecznie pomachałam mu ostatni raz i już zgubiłam go w tłumie.
Po przejściu wszystkich kontrol celnych ,zostało czekanie na pozwolenie wejścia na pokład.
-Chodźmy zobaczyć do sklepu- zaproponowałam Abi
-Chill. Chodźmy- odpowiedziała
Po wejściu do sklepu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie mam ochoty nic jeść. Chodziłam tylko za Claudią, która jak zawsze nie potrafiła zdecydować się na kupno jednej rzeczy, więc kupiła trzy. Mentosy, batoniki i Cole  do picia.
-Pamiętaj że łazienka w samolocie jest na czarną godzinę, a nie na przesiedzenie w niej całego lotu- stwierdziłam, wyobrażając sobie co dzieje się w jej żołądku po zjedzeniu tego wszystkiego. Wysłała mi porozumiewawcze spojrzenie.
„Prosimy o udanie się do wejścia numer 2, ukazanie paszportu i biletu na samolot” – Usłyszeliśmy nagle z radiowęzłów.

Okazaliśmy wymagane dokumenty. I poszliśmy korytarzem prowadzącym do samolotu. Na progu powitała nas stuardessa , prosząc o zajęcie miejsc i życząc udanego lotu. Szłam za Abi, która po znalezieniu naszych miejsc usiadła koło okna, ja zaraz koło niej. Samolot miał naprawdę dobre warunki, najlepsze biorąc pod uwagę wszystkie samoloty jakimi latałam już w życiu. Przy każdych siedzeniach był telewizorek. Pokazywał mapę drogi jaką lecimy, lecz w każdej chwili można był przełączyć go choćby na odtwarzacz muzyki. Oprócz tego każde miejsce miało dodatkowe radio.
Z drugiej strony mojej osoby usiadł brat Claudii, czyli mój kuzyn Miguel, który praktycznie od razu po starcie zasnął. Claudia rozglądała się, badając wszystko dookoła. W końcu skupiła się na radiu. Ja najpierw wpatrzona w mapkę w telewizorze, myślałam o Fabio, parę łez jeszcze mi poleciało. Następnie zasnęłam wymęczona dzisiejszym dniem.

Cath :D

1 komentarz: