Translate

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4 - Nowe Miasto


Oczami Catherine Lea Salvatore

Lot był zwyczajny, no może poza tym że Claudia rzucała się jak szatan, podczas spania. Można powiedzieć, że tym razem była ona największą rozrywką. Z pewnością Miguel się ze mną zgodzi. W drodze do nowego domu Claudia znowu spała w trakcie, gdy ja z jej bratem rozmawialiśmy o tym jak tęsknimy za swoimi drugimi połówkami, zapewne Claudia, gdyby nie spała, to znowu, by marudziła. Gdy dojechaliśmy na miejsce naszego nowego domu, druga rodzina Salvatore pojechała do siebie, dzieliły nas tylko dwie ulice. Nasz nowy dom był bardzo ładny. Co prawda mama mi o nim dużo nie opowiadała, ale wyglądał mniej więcej tak jak go sobie wyobrażałam. Po wejściu do środka, stwierdziłam że jest równie ładny wewnątrz co z zewnątrz. Po rozejrzeniu się mama zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Oczywiście z uśmiechem na twarzy, ruszyłam prosto za nią na górę. Był bardzo przestronny.  
Tego samego dnia panowie od przeprowadzek wnieśli mi meble do pokoju. Byłam w niebo wzięta, gdy okazało się, że meble które trafiły do mojego nowego pokoju były tymi wymarzonymi. Przed dłuższy okres wykłócałam się z tatą, że choć są bardzo drogie to jednak funkcjonalne i jakościowo dobre, jednak on za żadne skarby nie chciał się na nie zgodzić. Po ustawieniu wszystkiego na miejsce tak jak sobie zażyczyłam, ekipa od przeprowadzek poszła zmagać się z innymi pokojami, a ja z radością przyglądałam się mojemu nowemu kącikowi. Pamiętam, że będąc jeszcze w Hiszpanii, gdy weszłam do sklepu meblowego ,to z miejsca spodobał mi się ten zestaw szafek z łóżkiem. Zobaczyłam go i od razu przed oczyma miałam wizualizację przyszłego pokoju. Chociaż nie wyobrażałam sobie co prawda tak fantastycznej podłogi, która jest w mojej sypialni. Stoisz i odbijasz się w niej niemal jak w lustrze. Cudowne! 
Zeszłam na dół do salonu, w którym stały wniesione już kartony z rzeczami. Samodzielnie odszukałam jeden z napisem „Cenne rzeczy Cath” i  wniosłam go do mojego pokoju. Dzisiejszym dniem byłam już tak zmęczona, że nie chciało mi się rozpakowywać reszty, więc wzięłam najważniejsze pudło, w którym były wyłącznie moje rzeczy osobiste, czyli między innymi: pidżama, laptop, ładowarki, ulubiona poduszka, pamiętnik, kosmetyczka. Po chwili tata wniósł mi szklaną kule z moją rybką Fifi, a wraz za nimi przypałętał się jeszcze John Plastik Man II, czyli mój pies rasy Owczarek Niemiecki. W okamgnieniu, wraz z laptopem wślizgnęłam  się na łóżko i zadzwoniłam na SKYPE do Fabio. Oj jak ja się za nim stęskniłam- rozmarzyłam się na chwilkę. Rozmawialiśmy przez około dwie godziny, zeszło by nam dłużej, ale mama mnie wołała, abym zeszła. Wypytywała się o to co sądzę o nowym miejscu, jak się tu czuję i czy tęsknię za Fabio, wiedziała bardzo dobrze jak trudno było nam się rozstać. Odpowiedziałam, że ładnie tu jest, oraz ,że bardzo, ale to bardzo tęsknię za nim, chwilę później poszłam na górę, wziąć długą i bardzo relaksującą kąpiel, po czym położyłam się do łóżka, rozmyślając o nowym miejscu. Czułam się tu obco, nikogo nie znałam, prawie wszyscy moi bliscy byli tyle kilometrów ode mnie. Poczułam się nie swojo, na szczęście po krótkiej chwili przyszedł John Plastik i razem zasnęliśmy.
Następny dzień zaczęłam od wniesienia i rozpakowania reszty swoich rzeczy. Jednak po krótkiej chwili zorientowałam się, że wszystek rzeczy w brew pozorom się nie zmieszczą do jakże funkcjonalnych szafek i mini garderoby. Po kilku minutowym zastanowieniu doszłam do wniosku, że kilka rzeczy mogę oddać innym. Tak właśnie robiłam w Hiszpanii. Mama przyszła mi pomóc, spakować rzeczy, w których już nie będę chodziła, po czym znalazłyśmy w Internecie miejsce gdzie takie rzeczy przyjmują. Mama mnie zawsze uczyła, że to co mi się już nie przyda, zawsze może pomóc innym. Okazało się, że ośrodek nie był, aż tak daleko i szybko tam trafiłyśmy. Na parkingu, podszedł do nas chłopak, który jak później się okazało nazywał się Nathan, był miły i pomógł nam wnieść kartony. Nathan jest synem właścicielki ośrodka. Sam w sobie pomysł takiego miejsca bardzo mi się spodobał i byłam pod wrażeniem. Po powrocie do domu poszłam zadzwonić do Fabio, a tym czasem mama robiła obiad. Miała być tortilla, nieco mnie zdziwiła pomysłem zrobienia obiadu, ponieważ nigdy tego sama nie robiła, bo praktycznie nigdy jej w domu nie było, jak widać wszystko może się zmienić . Fabio nie odbierał, pewnie był zajęty, lecz po chwili dostałam wiadomość od niego „Przepraszam, teraz nie mogę rozmawiać zadzwonię później. Kocham.” A więc poszłam się błąkać do kuchni i pomagałam mamie, jednak nie było dużo do pomocy, ponieważ mama już kończyła. Zjadłyśmy, a potem poszłam na spacer z Johnem Plastikiem, chwile później zaczęło padać, przypomniałam sobie że u mamy w samochodzie powinna być moja kurtka, poszliśmy po nią, lecz tam  jej nie było, pomyślałam że na pewno położyłam ją gdzieś w domu, ale jak się okazał jej tam też nie było. Nie miałam pojęcia gdzie ją miałam ostatnio… Po chwili namysłu przypomniało mi się że ostatnio miałam ją w tym ośrodku i że na pewno ją tam zostawiłam, pomyślałam sobie że w jakiś dzień ją odbiorę, gdy nagle do drzwi ktoś zadzwonił,  poszłam otworzyć, moje zdziwienie nie znało granic, gdy przed moimi drzwiami stał Nathan ,chłopak z ośrodka. Chłopak był cały przemoknięty, a w ręce miał moją kurtkę. Nasuwało mi się pytanie skąd wiedział gdzie mieszkamy, śledził nas czy co… Mama przyszła zobaczyć co się stało, oczywiście zaprosiła go do środka, niestety ja na taki mądry pomysł nie wpadłam. Od razu po przekroczeniu progu domu podał mi kurtkę mówiąc, że jej zapomniałam . Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, bo nie codziennie miewam takie sytuacje, wydukałam z siebie tylko marne „dziękuję”  i się zawstydziłam. Poszliśmy do kuchni mama zrobiła nam po gorącej czekoladzie, a ja tym czasem skorzystałam z okazji i zapytałam 
zawstydzona:
        - Skąd wiedziałeś gdzie mieszkamy?
        -Twoja mama zapraszając dzisiaj moją mamę na kawę, podała jej wasz adres, a ona podała go mi. Mam nadzieje że się nie gniewasz.. –  odpowiedział.
        -Nie no skądże, nie gniewam się, jestem wdzięczna ,że się fatygowałeś w taką pogodę żeby mi ją oddać – powiedziałam.
Mama podała nam jeszcze ciastka, po czym gdzieś powędrowała. Ja tym czasem rozmawiałam z Nathanem. Okazał się bardzo miłym chłopakiem, dowiedziałam się, że jego pasją są sztuki walki . Nim się zorientowaliśmy minęło popołudnie, wymieniliśmy się numerami, zaproponował oprowadzenie mnie po mieście. Po jego wyjściu poszłam do góry, bo dzwonił Fabio. Zaczęłam opowiadać mu o ośrodku i o Nathanie. Po zjedzeniu kolacji poszłam, wziąć kąpiel i położyłam się spać.





Tak, po bardzo dłuuuugiej przerwie kontynuujemy nasze opowiadanie. Mamy ogromną nadzieje, że Wam się spodoba. Nie bójcie się, nie długo akcja się rozwinie i mamy nadzieję, że Was wciągnie :)  
Cath :D

2 komentarze:

  1. Super... < 3
    Chcę już nn ! xD
    Dziękuję za komentarz na blogu never-let-you-go-baby.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na nowy! <3

    OdpowiedzUsuń